Informacje · Sztuka

Zginęli, bo budowali pokój z muzułmanami w Algierii. Teraz będą beatyfikowani

Kiedy ich uprowadzono i zamordowano, oczy całego świata na chwilę zwróciły się na nieznaną nikomu miejscowość Tibhirine położoną w algierskim Atlasie. Ich świadectwo życia i śmierci było tak poruszające, że na tej podstawie powstał uhonorowany Grand Prix na Festiwalu w Cannes film „Ludzie Boga”. Wkrótce ma zostać opublikowany dekret o beatyfikacji siedmiu przedstawionych w filmie trapistów.

Reklamy
W świat!

Julia Roberts w Indiach kontra moja wersja „Jedz, módl się, kochaj”. Cz.2.

Krótko przypomnę o co chodziło. Byłam w Indach. Ten krótki pobyt był dla mnie bardziej męczący niż miesiące w krajach arabskich. Poza tym, że nie znam się na Indiach tak bardzo jakbym chciała, ciągle też wracały do mnie sceny z pewnego taniego, hollywoodzkiego filmidła z Julią Roberts w roli głównej. Eat, Pray, Love czyli Jedz, módl się, kochaj odcisnęło się w moim mózgu całą gamą nietrafionych skojarzeń i blokujących prawdziwy obraz kraju stereotypów. Pora się z nimi rozprawić. Tym razem z tematem pray i love.

W świat!

Julia Roberts w Indiach kontra moja wersja „Jedz, módl się, kochaj”. Cz.1.

Kilka lat temu furorę zrobiła książka i nakręcony na jej podstawie film „Eat, Pray, Love”, czyli „Jedz, módl się, kochaj”. Rozbita i rozczarowana swoim życiem Julia Roberts ucieka przed pracą i porażką w życiu osobistym. Trafia między innymi do Indii, aby w romantycznej scenerii orientu poszukać utraconego sama-nie-wie-czego. Chyba nie rozczaruję Was, jeśli powiem, że film był fatalny. Fatalny głównie dlatego, że utrwalił we mnie i pewnie w wielu innych widzach obraz Indii, który przeminął z wiatrem tak, jak młode lata dziś dobrze już zakonserwowanej Julii Roberts. Być może takie Indie nigdy nie istniały? Mimo to postanowiłam skorzystać z tego filmowego doświadczenia i przeprowadzić mały eksperyment: jak w Indiach się je, modli i kocha?

Informacje

Czy cyfry arabskie naprawdę są arabskie? #zapytajIslamiste

Ostatnio do sieci wpłynął filmik, na którym pan komediant zaczepia pod Barbakanem niczego nieświadomych miłośników krakowskich obwarzanków. Pytanie brzmiało, czy warto, abyśmy w polskich szkołach uczyli się cyfr arabskich. Odpowiedzi padają mniej i bardziej kosmiczne, pan komediant nałapał materiału co nie miara. Zamieszanie wywołane tym, czym w końcu są a czym nie są cyfry arabskie, dotarło i do mnie poprzez Wasze pytania na Facebooku. O co w końcu chodzi z tymi arabskimi cyframi?