Zdaniem Islamisty

Z iracką wojną w głowie. O bezdomnym weteranie z magicznej ławki

Stress can be a mess to manage
Fot. U.S. Air Force photo via http://www.health.mil/News/Articles.
Chcesz wiedzieć o czym myśli bezdomny żołnierz? Chętnie opowie, nie trzeba nawet pytać. Myśli o zimie i o tym, że niebawem ławka, na której śpi zamarznie. Jeśli on na tej ławce zostanie, to zamarznie razem z nią.

To nie jest tak, że się przyjaźnimy czy przez dwa ostatnie lata spotykaliśmy się jakoś regularnie. Że wiem, co u niego słychać, a on jest na bieżąco z tym, co u mnie. Witek rozpoznaje mnie z twarzy, najczęściej pamięta moje imię i kilka szczegółów z życia. Ale czasem jest pijany. Wtedy pamięta tylko czym się zajmuję. To jedno pamięta zawsze i chyba dlatego trochę mi zaufał.

Poznałam go na magicznej ławeczce. Tak niektórzy krakowscy bezdomni nazywają jedną z ławek przy Plantach, z której roztacza się przyjemny widok na Wawel, a z pobliskiej knajpy dochodzą odgłosy granej na żywo muzyki.

Jednego popołudnia przechodziłam koło magicznej ławeczki. Było zimno, Witek siedział. Miałam kanapkę z serem i pomidorem, to mu dałam. Zaczęliśmy gadać. A że obok magicznej ławki przechodzę co tydzień o tej samej porze, to czasem się z Witkiem widzimy.

– Młoda jesteś. Na szczęście nie widziałaś wojny – powiedział Witek podczas naszego pierwszego spotkania.

– Byłam chwilę w Syrii w zeszłym roku – odpowiedziałam.

– O, kurwa. Chłopaki, przesuńcie się – Witek krzyknął na kolegów, siedzących z nim na ławce –  Zróbcie miejsce dla dziewczyny.

Witek jest bezdomnym zawodowym żołnierzem w stanie spoczynku. Z początku trudno było mi uwierzyć, że tak można. Wczesne i wysokie emerytury czy inne świadczenia to prawie wszystko, co zazwyczaj słyszę o zawodowej służbie wojskowej.

Witek był w Iraku. Co z tego pamięta? Wszystko. Niektóre wydarzenia z dokładnością do najmniejszego szczegółu. To dlatego w pamięci często nie ma już miejsca na to, jaki jest dzień tygodnia albo jak mam na imię. Po powrocie z misji wojna rozsiadła się w jego głowie i została na dobre. Zajęła miejsce, które do tej pory było zarezerwowane dla pracy, troski o siebie, codziennych zajęć.

Wojna postanowiła zostać w jego głowie na zawsze. Lekarz zdiagnozował u Witka zespół stresu pourazowego. Niedługo potem miejsce rodziny w jego życiu zajęła butelka z wódką, a w domu zmienili zamki w drzwiach. Postanowił tam nie wracać. Na ulicy Witek spotkał kilku kolegów z wojska. Teraz na magicznej ławce najczęściej siedzą razem.

Chcecie wiedzieć o czym myśli bezdomny żołnierz? Jak Witek ma dobry dzień, to chętnie opowiada, nie trzeba nawet pytać. Myśli o zimie i o tym, że niebawem ławka, na której śpi zamarznie. Jeśli on na tej ławce zostanie, to zamarznie razem z nią.

To nie jest tak, że Witek nie ma pieniędzy czy ochoty, żeby mieszkać w cieple i mieć jedzenie w lodówce. Ale, jak mówi, nie ma na to siły. Nie jest w stanie zaplanować nawet dnia, a co dopiero resztę życia. Kiedy zimno zaczyna dawać się we znaki, może się zmotywować na tyle, żeby podjechać tramwajem do noclegowni, odebrać prowiant w jadłodajni. Poza tym siedzi na magicznej ławeczce. Tam chłopaki przynajmniej wiedzą, dlaczego potrafi się godzinę gapić przed siebie bez słowa i nie zadają głupich pytań. Jeden z siedzących na ławce nawet był przez jakiś czas jego dowódcą. Widział to samo, to wie.

Jednego popołudnia, gdy spotkaliśmy się przy magicznej ławeczce i Witek wydawał się być całkiem oderwany od rzeczywistości, pytał mnie w kółko: Po co poświęcasz czas na starego dziada, co ma poprzestawiane w głowie? Nieszczere czy zdawkowe odpowiedzi kwitował machnięciem ręki i krótkim: Pierdolisz. Po chwili zadawał to samo pytanie jeszcze raz. Przestał pytać dopiero, gdy powiedziałam, że gadam z nim, bo jeśli kiedyś znajdę się w trudnej sytuacji, to chciałabym, żeby ktoś dla mnie zrobił to samo.

– Jeśli kiedyś wylądujesz na ulicy, na magicznej ławeczce zawsze będzie dla ciebie miejsce – powiedział.

Dziś Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Dziś także ten dzień w tygodniu, kiedy popołudniu będę przechodzić pod Wawelem, koło magicznej ławeczki. Witek jest dla mnie przypomnieniem, że choroby zdrowia psychicznego mogą dopaść każdego i że nikt nie powinien zostać z nimi sam. Nawet jeśli nie jeździcie na wojny, dbajcie o zdrowie psychiczne swoje i swoich bliskich.

Zakończenie dla troskliwych. Nie, nigdy nie podchodzę do Witka sama i nie zachęcam, żeby tak robić. Jak wspomniałam, tak dobrze się nie znamy, nie jestem lekarzem ani typem zbawiciela świata. Ale jak idę z kimś znajomym i widzę, że Witek jest spokojny i się wita z daleka, to podchodzę, zamienię z nim dwa słowa, kupię herbatę. Witek nie ma też na imię Witek. Na potrzeby tego tekstu zmieniłam mu imię.

Reklamy

2 myśli na temat “Z iracką wojną w głowie. O bezdomnym weteranie z magicznej ławki

  1. Jest taki film „The Hurt Locker” (polski tytuł bodajże „W pułapce wojny”) kto nie widział, niech obejrzy, polecam. Najlepsza wg mnie scena, to ta pod koniec filmu, gdzie główny bohater stoi zagubiony w typowym, amerykańskim markecie przed takim dłuuuuugim regałem pełnym chrupków śniadaniowych i pojęcia nie ma, które ma wybrać (dodam, że chwilę wcześniej był saperem w Iraku, a teraz żona wysłała go na zakupy). To po prostu trzeba zobaczyć, żeby choć odrobinę poczuć, co taki człowiek ma w głowie… Chociaż może się mylę i większość tzw. „przeciętnych zjadaczy chleba” w ogóle na tę scenę nie zwróci uwagi? Dodam, że lata temu sam, jako młody chłopak też spędziłem kilka miesięcy na pustyni, choć na szczęście nie był to Irak, ani Afganistan…
    Dziękuję Aniu za ten wpis. Pozdrów przy okazji „Witka”.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s