Let's Talk Islam

Komu ochrona, komu deportacja? Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o cudzoziemcach w Polsce [WYWIAD]

Women_refugees_from_Syria_at_a_clinic_in_Jordan_(9613479675)
Syryjskie kobiety w obozie dla uchodźców w Jordanii. Fot. DFID – UK Department for International Development via Wikimedia Commons.
Kto przyjeżdża do Polski ubiegać się o ochronę? Jak weryfikowane są osoby, która wnioskują o status uchodźcy? Jak duża jest szansa dostania azylu w Polsce? Jak wygląda deportacja i kto za to płaci? Te i inne pytania, na które zawsze chcieliście znać odpowiedzieć, ale nie wiedzieliście, kogo zapytać zadałam specjalistce w tym temacie. Przeczytajcie moją rozmowę z Katarzyną Przybysławską, prawniczką, współzałożycielką i prezesem zarządu Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć w Krakowie.

Islamistablog.pl: Kto przyjeżdża do Polski ubiegać się o status uchodźcy?

Katarzyna Przybysławska, CPPHN:  Do Polski od dłuższego czasu przyjeżdżają podobne grupy narodowościowe i z podobnych powodów. Również jeśli spojrzymy na drogi dostania się do Polski, można zauważyć, że istnieje pewien stały schemat. Dodatkowo jesteśmy wyjątkiem na skalę europejską, ponieważ tak zwany kryzys migracyjny nic w ramach tych trendów nie zmienił. Wynika to głównie z tego, że jesteśmy na wschodniej ścianie Unii Europejskiej oraz jesteśmy pierwszym krajem strefy Schengen.

O jakich stałych grupach narodowościowych mówimy?

Po pierwsze, są to obywatele Federacji Rosyjskiej, najczęściej z obszaru Czeczenii. W ciągu kilku ostatnich lat stanowili największą grupę pod względem liczebności. W ubiegłym roku było to 2135 osób. Druga pod względem wielkości grupa to obywatele Ukrainy. Choć obecnie te przyjazdy to już trend słabnący, nadal Ukraina utrzymuje się na drugim miejscu. Kolejne grupy są znacznie mniej liczebne i będą to obywatele Tadżykistanu, Armenii, Gruzji oraz pojedyncze osoby z innych krajów.

Kto to jest? Samotni, młodzi mężczyźni?

Zdecydowanie nie. Typowa osoba, która przyjeżdża do Polski ubiegać się o status uchodźcy to po pierwsze osoba podróżująca z rodziną – w skali europejskiej mamy największy odsetek rodzin przybywających z dziećmi. Aż połowa wszystkich osób objętych wnioskami i będących w procedurze uchodźczej w Polsce to dzieci. I to dzieci, które przybyły do Polski z rodzinami, a nie pozbawione rodziców czy opiekunów.

11960224_1071889659487738_907801622155483009_n
Prawniczki z Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć podczas wizyty w ośrodku dla cudzoziemców. Fot. pomocprawna.org.

A pod względem religii? Muzułmanie przyjeżdżający na kupionych na bazarze paszportach?

Jeśli chodzi o religię – tak, najczęściej są to muzułmanie. Jednak druga część się nie zgadza. Niemal w stu procentach osoby stawiające się na przejściu granicznym, aby złożyć wniosek o status uchodźcy legitymują się paszportem, a ich wjazd jest udokumentowany. Niemal wszyscy wjeżdżają do Polski w sposób ujawniony, czyli legalnie. W tej kwestii również jesteśmy wyjątkiem, bo już w krajach z południa Europy jednym z największych wyzwań jest potwierdzenie tożsamości i udokumentowanie osób, które przyjeżdżają z obszaru Bliskiego Wschodu i Afryki. W Polsce identyfikacja osób w procedurze uchodźczej jest bardzo prosta.

Czy powody, dla których te osoby ubiegają się o status uchodźcy w Polsce, też są podobne?

Tak, są to osoby, które uciekają przed prześladowaniem związanym z reżimową polityką Federacji Rosyjskiej, przede wszystkim na terenie Czeczenii i Inguszetii. Jeśli chodzi o Czeczenię, są to doświadczenia konfliktu, który jest bardzo rozciągnięty w czasie. W Czeczenii nie toczą się działania wojenne w ścisłym znaczeniu tego słowa. Ale poziom prześladowań i naruszeń praw człowieka jest bardzo wysoki. Jednocześnie jest to konflikt zapomniany.

Jak to wpływa na postrzeganie Czeczenów przez organy prowadzące procedurę uchodźczą?

Obecnie wszyscy mówią o Syrii i moim zdaniem jest to konflikt, który naznaczy nasze pokolenie. Jest to faktycznie konflikt przeżywany. Czeczenom znacznie trudniej jest przekonać do swoich potrzeb i trudności. O tym konflikcie się nie mówi i jest tak rozciągnięty w czasie, że dawno nastąpiło już naturalne zmęczenie tematem. Wydaje się, że jeśli problem prześladowań trwa tak długo, a przybywające osoby powtarzają te same powody przyjazdu, to już na pewno kłamią, ich historie są zbyt wtórne, słyszeliśmy to samo wytłumaczenie już setki razy i nie robi to na nas wrażenia, wręcz ociera się o fikcję.

Jak wyglądają szlaki migracyjne tych osób do Polski? I czy te szlaki kończą się w Polsce, czy jednak prowadzą do Niemiec, Danii, Szwecji?

Zdecydowana większość wniosków w Polsce jest składana w ten sam sposób. Osoby podróżują koleją z Moskwy do Mińska na Białorusi, z Mińska do Brześcia przy granicy z Polską. Następnie dostają się do Terespola, najsłynniejszego obecnie przejścia granicznego, gdzie stawiają się do kontroli. Tam przynajmniej w teorii powinni móc złożyć wniosek o status uchodźcy, a następnie rozpocząć procedurę identyfikacyjną już na terenie Polski.

W ostatnich latach w Polsce obserwowaliśmy miażdżący trend tranzytowości. Gros osób po skutecznym złożeniu wniosku „znikała z radaru” – udawała się niemal bezpośrednio do Niemiec. Od 2016 roku widzimy zmianę tego trendu. Obecnie osoby zostają i czekają na rozstrzygnięcie wniosku. W szacunkach z ostatnich lat czasem nawet 70% osób znikało po przyjeździe do Polski z Terespola. Teraz jest to maksymalnie 52% osób.

DSC00130
Prawniczki z Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć podczas wizyty w ośrodku dla cudzoziemców. Fot. pomocprawna.org.

Dużym zaskoczeniem dla mnie było to, jak bardzo spadła liczba wniosków o nadanie ochrony w Polsce w ubiegłym roku. Dlaczego tak się stało?

Rzeczywiście w porównaniu do lat poprzednich w zeszłym roku obserwowaliśmy znaczny spadek liczby wniosków, aż o 59%. Ciężko dać jednoznaczną odpowiedź dlaczego tak się stało. Na pewno państwo polskie zacieśniło standardy przyjmowania osób na granicy, a więc jest bardzo trudno złożyć wniosek o status uchodźcy. Jednocześnie może być to związane z polityką Federacji Rosyjskiej oraz z poziomem bezpieczeństwa i kontroli na Białorusi.

Czy jesteśmy w stanie określić z wyprzedzeniem jak duże są szanse, żeby otrzymać status uchodźcy w Polsce?

Tak, w tym temacie ciekawym wskaźnikiem jest tak zwany poziom uznawalności. Jest to poziom szans jakie w teorii cudzoziemiec w zależności od pochodzenia ma na otrzymanie statusu uchodźcy w danym kraju unijnym. Polska jest na przedostatnim miejscu w Unii, jeśli chodzi o uznawalność wniosków o ochronę międzynarodową. Odsetek uznawalności wniosków w naszym kraju wynosi 19%. Niższy odsetek uznawalności wniosków mają tylko Węgrzy.

Ale jeśli spojrzymy na to, jakie szanse mają konkretne grupy narodowe, to jest to odsetek znacznie zróżnicowany. Na przykład dla Syryjczyków uznawalność wniosków wynosi 100%. Czyli jeśli ktoś jest Syryjczykiem i złoży wniosek o status uchodźcy w Polsce, to może mieć pewność, że go dostanie. Ale jeśli chodzi o obywateli Rosji, to wskaźnik wynosi już tylko 7%. Widać zatem, że te osoby mają bardzo małe szanse, a nadal przyjeżdża ich najwięcej. A jeśli chodzi o Ukrainę, to wskaźnik ten znacznie wzrósł. To może wiązać się np. ze zmianą stanowiska naszego państwa względem Ukrainy, ze zmianą sytuacji w kraju, czy ze zmianą typu osób, które przyjeżdżają złożyć wniosek.

Mówiłaś o tym, że większość osób przybywających do Polski legitymuje się paszportem, więc ich identyfikacja powinna być stosunkowo łatwa. Jak to wygląda?

W przypadku Czeczenów identyfikacja nie nastręcza problemów. Ogólne zasady unijne są takie, że najpierw sprawdzane są dokumenty, osoba jest poddawana daktyloskopowaniu, czyli pobierane są odciski palców, które lądują w ogólnoeuropejskiej bazie danych. To oznacza, że mamy informację, czy ten człowiek wcześniej był w którymś kraju unijnym i czy składał wniosek o ochronę międzynarodową gdzieś indziej.

A gdy pojawi się ktoś bez dokumentów?

Problem braku dokumentów, posiadania dokumentów przeterminowanych lub fałszywych pojawia się w Polsce bardzo rzadko. Ze względu na specyfikę postępowania uchodźczego, to że ktoś przyjeżdża nielegalnie czy z nieważnymi dokumentami pozwala umieścić taką osobę w detencji, czyli w ośrodku zamkniętym, na czas przeprowadzenia identyfikacji. Wraz z prawnikami z Centrum jeździmy do ośrodków strzeżonych, ponieważ uważamy, że jest to najbardziej wrażliwy element procedury uchodźczej, który wiąże się z bezwarunkowym pozbawieniem wolności.

Processed with VSCOcam
Prawniczki z Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć podczas wizyty w ośrodku dla cudzoziemców. Fot. pomocprawna.org.

Także dla dzieci?

Nie ma żadnych przepustek ani możliwości wyjścia nawet dla dzieci szkolnych.

Jak długo może trwać taka detencja?

Maksymalnie do 18 miesięcy. Trudno jednak przewidzieć jak długo potrwa w danym przypadku. Często nie jest to tylko kwestia sprawdzenia danych osobowych w rejestrze, ale sprawdzenia dokumentów, którymi posługuje się cudzoziemiec, ewentualnie nawiązanie kontaktu z palcówkami dyplomatycznymi. Jednak w przypadku osoby wnioskującej o status uchodźcy nie możemy jej wystawiać na kontakt z placówką dyplomatyczną swojego kraju, z racji tego, że ubiega się o ochronę, bo własny kraj jej nie ochronił lub nawet prześladował. W takich przypadkach, aby potwierdzić kraj pochodzenia prowadzi się analizy językowe i bada się dowody pośrednie.

A co jeśli czyjejś tożsamości nie da się potwierdzić?

Zawsze pojawia się niewielki odsetek takich osób, których nie da się zidentyfikować lub też nie da się potwierdzić ich części ważnych danych osobowych. Jeśli natomiast nie możemy ustalić obywatelstwa lub ktoś nie ma obywatelstwa, czyli jest bezpaństwowcem, rodzi bardzo wiele trudności wykraczających poza procedurę uchodźczą.

Bezpaństwowiec jest osobą, której nie można deportować, bo żeby kogoś deportować, trzeba mieć gdzie. Dodatkowo osoby bezpaństwowe są z reguły narażone na szereg negatywnych zjawisk. Przede wszystkim nie ma tego jednego państwa, które świadczyłoby im ochronę. W związku z tym taki człowiek może nie mieć żadnego miejsca legalnego, stałego pobytu i jest pozbawiony możliwości korzystania np. ze świadczeń opieki zdrowotnej czy legalnego zatrudnienia.

W Polsce też mamy osoby bezpaństwowe?

Tak, najczęściej są to osoby, które przybyły do Polski przed rozpadem ZSRR i z różnych względów nie nabyły nowego obywatelstwa. Mogą to być też osoby z różnych krajów, np. z mniejszości Rohingja z Bangladeszu. Oczywiście w interesie naszego państwa jest to, żeby udokumentować wszystkie osoby zamieszkałe na terytorium kraju.

Jak natomiast wygląda procedura deportacji osób z Polski?

Gwoli ścisłości, od wielu lat Unia Europejska nikogo nie „deportuje”, istnieje tylko „polityka powrotowa”. W ramach tej polityki mamy powroty przymusowe i powroty dobrowolne. Ostatnio mówi się o wielkim kryzysie polityki powrotowej, bo powrót znacznej nadwyżki osób, które kwalifikują się do wydalenia, z różnych względów, np. politycznych, nie może się odbyć.

W Polsce swego czasu przebywała duża grupa Gruzinów, którzy składali wnioski o status uchodźcy i to były w większości wnioski nieuzasadnione. Z uwagi na ilość deportacji doszło do tego, że raz czy dwa razy w tygodniu odbywały się loty Casy wojskowej z Warszawy do Tbilisi z osobami deportowanymi na pokładzie – chodziło przede wszystkim o obniżenie kosztów.

Takie deportacje odbywają się w eskorcie straży granicznej, ale bez kajdanek czy innych środków przymusu. Podczas lotu zapewniony jest też posiłek o określonych parametrach, np. nie można podać wrzącej herbaty, bo można nią oblać strażnika i uniemożliwić wylot. Nie podaje się także niektórych sztućców itp. Po wylądowaniu w kraju docelowym następuje przekazanie dokumentów osób deportowanych władzom kraju pochodzenia – są już pod jurysdykcją swojego państwa.

Kto ponosi koszty deportacji?

Koszty powrotu ponosi kraj, który wydala cudzoziemca, ale Unia Europejska dokłada się finansowo do powrotów. W przypadku Gruzji, najbardziej ekonomicznym sposobem, żeby ich wydalić było użycie samolotów wojskowych. Ale już w przypadku krajów afrykańskich Frontex, unijna agencja kontroli i bezpieczeństwa granic, organizuje loty łączone. Poza tym każdy cudzoziemiec otrzymuje decyzję o kosztach, obejmujących też koszt deportacji, które ściąga się w takim zakresie, w jakim jest to możliwe.

Jak wyglądają takie loty łączone?

Samolot wylatuje np. z Monachium, skąd odbiera kilka osób, potem ma międzylądowanie w Warszawie, w Rzymie i tak zbiera kolejne wydalane osoby. Za każdym razem do kontyngentu muszą dołączyć także strażnicy graniczni czy policjanci z danego kraju, czasem także zewnętrzni obserwatorzy i tłumacze. Wtedy dopiero wylatuje się do portu docelowego.

Nie ma przeszkód formalnych (i w Polsce też tak się robi), żeby wydalać osoby lotami rejsowymi. Wielu pasażerów lecących np. samolotem do Moskwy nie zdaje sobie sprawy, że na pokładzie ich lotu jest osoba deportowana. Ale zdarzało się w przeszłości, że ktoś był wydalany lotem rejsowym z międzylądowaniem i podczas tego międzylądowania wysiadł i próbował znowu złożyć wniosek o ochronę. Obecnie jednak takie rzeczy się nie zdarzają.

Blockupy_2013_Deportation_Airport5
Blokada lotniska z powodu deportacji cudzoziemców w Niemczech. Fot. By Tim: timmy_lichtbild via Wikimedia Commons

Zdarza się, że kraj pochodzenia nie chce brać w tym udziału w procedurze powrotowej i odmawia przyjęcia swoich obywateli?

Procedura deportacji często polega na znacznie szerszych negocjacjach, jest to pewien pakiet umów, który odgórnie ustala się między krajami. Na przykład w zamian za lepszą politykę wizową dla pewnego kraju wymaga się od niego współpracy przy deportacjach. Zatem próbuje się różnymi zabiegami takim patowym sytuacjom odmowy przyjęcia deportowanych zapobiec zanim do nich dojdzie.

Jeśli chodzi o Polskę, z niektórymi krajami mamy świetną współpracę w tym zakresie, np. z Wietnamem. Identyfikacje Wietnamczyków są bardzo szybkie i w razie potrzeby deportacje przebiegają bardzo sprawnie. Podobnie z Czeczenami – mamy bardzo dobrą współpracę z rządem rosyjskim czy ukraińskim, bo dzielimy granicę z tymi krajami.

Z kim się najgorzej współpracuje?

Przydarzyło się raz, że ambasada Afganistanu potwierdziła tożsamość kilku swoich obywateli, ale na wniosek o wydanie im paszportów czy dokumentów umożliwiających im legalne przekroczenie granicy, żeby mogli być przewiezieni do swojego kraju, nagle kontakt się urwał. Problemy pojawiają się także z niektórymi krajami afrykańskimi, ale to często zależy od konkretnego przypadku cudzoziemca.

Trzeba mieć świadomość, że niektóre kraje mają świadomą politykę wypychania swoich obywateli i nieprzyjmowania ich z powrotem i to jest coraz większy problem. W Polsce jest to rzadkie zjawisko.

Większość osób, które przybywają do Polski to muzułmanie. Czy islamofobia obecna w Polsce wpływa na nich już na początkowym etapie procedury uchodźczej? Są świadomi tego, że mogą nie być mile widziani na polskich ulicach?

Wydaje mi się, że dopiero teraz takie spostrzeżenia mogą się u nich pojawiać. Przez długi czas islamofobia w tak czystej postaci, w jakiej teraz przetacza się przez Europę, gdzie muzułmanin jest wprost utożsamiany z terroryzmem i uchodźcą, nie była obecna. Ponadto Czeczeni ze względu na swoje doświadczenia sowieckie byli lepiej przygotowani do integracji z Polską, która też miała podobną historię.

W przeszłości nie otrzymywaliśmy informacji, że te osoby czują się zagrożone. Teraz natomiast zaczęły się takie incydenty. Kobiety w chustach są zaczepiane, wyzywane. Co ciekawe, w niektórych miejscach, gdzie od lat w tym samym miejscu istnieją otwarte ośrodki dla uchodźców, gdzie osoby przebywające tam mogą wychodzić np. na zakupy i nigdy nie było problemów, raptem od niedawna cudzoziemcy zostali dostrzeżeni przez społeczność lokalną, są wytykani palcami, uważani za zagrożenie, a w paru miejscach doszło do przykrych incydentów, np. w ośrodku w Grodnikach pod Łodzią. To przykre, bo można powiedzieć, że pod tym względem my Polacy się cofamy.

74-17632
Katarzyna Przybysławska, prezes zarządu Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć w Krakowie. Fot. emn.gov.pl

Jak cudzoziemcy postrzegają Polskę na tym wstępnym etapie ich pobytu?

To zależy od narodowości. Wielu Czeczenów jeszcze kilka lat temu uważało, że Polska będzie krajem, który chętnie ich przyjmie, bo mamy wspólnego wroga, Putina. Łączy nas wspólna przeszłość, wspólne historyczne doświadczenia i powinniśmy zrozumieć ich walkę o niepodległość. Wiedzieli, że Niemcy są tą mityczną krainą bogactwa, a Polska jest takim biedniejszym kuzynem. Mimo to uznawali nas za kraj bezpieczny i dobry do życia.

Jeżeli chodzi o osoby z Bliskiego Wschodu, to Polska jest krajem, którym po nocach straszy się dzieci. Wśród osób, z którymi spotykamy się w naszej pracy są najczęściej tacy, którzy zostali zatrzymani i umieszczeni w ośrodkach strzeżonych przynajmniej na czas identyfikacji. Ich pierwszym wyrażanym odczuciem zazwyczaj był strach. Mówili, że boją się Polski, że jest to kraj niebezpieczny, rasistowski, anty-muzułmański. Nie spodziewają się dostać tutaj ochrony międzynarodowej. Na taki wizerunek zapewne sobie zapracowaliśmy.

Na Waszym profilu na Facebooku i na stronie pojawiła się informacja o tym, że rząd polski pozbawił środków unijnych organizacje zajmujące się pomocą prawną i integracją cudzoziemców. Jak to wpływa na Wasze działania?

Większość naszych działań, które mają charakter świadczenia pomocy prawnej w Krakowie i w ośrodkach dla uchodźców w całym kraju, była przez lata finansowana z dedykowanych na te cele środków unijnych. Niestety decyzją naszych władz bezterminowo całkowicie wstrzymano środki z tego funduszu, środki te w ogóle nie są wykorzystywane, przez co nasza sytuacja finansowa stała się bardzo ciężka.

To była ogromna i niezapowiedziana zmiana, więc nie mieliśmy możliwości szybkiego przekształcenia się. Obecnie funkcjonujemy w zmniejszonym składzie, ograniczyliśmy swoje działania do priorytetów, czyli nie odwiedzamy już ośrodków otwartych. Przyjmujemy te sprawy telefonicznie, ale jeździmy tylko do ośrodków zamkniętych, gdzie jest największa potrzeba pomocy prawnej. Korzystamy także ze wsparcia UNHCR.

Mimo to mamy braki finansowe, które po raz pierwszy w naszej historii postanowiliśmy wypełnić organizując akcję typu crowdfunding. Środki, o które prosimy, to koszty utrzymania bieżącego funkcjonowania biura w tym roku i w kolejnych miesiącach. Bardzo serdecznie prosimy o wszelkie datki, bo nawet niewielkie kwoty mają dla nas ogromne znaczenie. Zapraszamy też, aby przekazać swój jeden procent na cele naszego Centrum.

29214144_1907019059308123_5856348080311369728_n

Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć w Krakowie to jedna z niewielu tego typu organizacji pozarządowych w kraju. Bez jej działań wielu cudzoziemców zwłaszcza w ośrodkach zamkniętych, w tym także dzieci, pozostanie bez specjalistycznej pomocy. Odwiedźcie ich stronę, zostawcie lajka na profilu facebookowym, a także przekażcie wsparcie na ich działania tutaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s