Zdaniem Islamisty

Pisanie, które uwalnia od wojny

Dzieci ze wschodniego Aleppo. Luty 2017. Fot. Islamista.
„Moje teksty nie zmienią proporcji walczących sił ani nie zatrzymają bomb i samolotów” – Sandra, pracownica organizacji humanitarnej na co dzień mieszkająca z rodziną w Damaszku, nie ma złudzeń co do swojego projektu. Co zatem może zmienić pisanie o wojnie? Może stać się terapią.

To był mój ostatni wieczór w Syrii. Nazajutrz rano umówiony samochód miał mnie zabrać w stronę libańskiej granicy. Siedziałyśmy w kawiarni, Sandra dopijała resztkę nie wiem już której tego dnia kawy. Była wykończona.

Obok dwójka jej dzieci na zmianę opowiadała o tym, co im się przydarzyło w szkole, maczała frytki w ketchupie raz po raz głośno wybuchając śmiechem. „Najgorszy moment dnia to ten, kiedy siedzę w biurze i wiem, że dzieci właśnie wracają ze szkoły” – Sandra nerwowo poprawiła włosy. – „Nigdy nie mam pewności, czy wrócą” – dodała.

Dzieci są jak gąbki

Na co dzień poza wychowywaniem dwójki urwisów, Sandra zajmuje się tym, żeby świat widział jak wygląda sytuacja pomocy humanitarnej w Syrii. Odwiedza lokalne biura swojej organizacji, dba o komunikację między poszczególnymi zespołami pomocowymi, dba o kontakt z mediami. Ale fakt, że robi wszystko, co możliwe, żeby pomóc innym, nie sprawia, że sama automatycznie uodparnia się na problemy, które dotykają beneficjentów jej organizacji. Tym bardziej, że mieszka w Damaszku – oku cyklonu syryjskiej wojny.

„W domu musimy bardzo uważać na to, co i jak mówimy o sytuacji w kraju” – mówiła Sandra. I nie chodziło jej wcale o narastającą atmosferę nieufności czy o strach przez agentami tajnych służb, które zinfiltrowały syryjskie społeczeństwo. „Dzieci wszystko słyszą. Świadomie czy podświadomie wszystko wyczuwają – twój strach, stres, zmieniony ton głosu” – tłumaczyła Sandra. – „I zanim się obejrzysz, zauważasz u nich te same reakcje, które ty masz na wieść o kolejnych doniesieniach z frontu. Twoje dzieci nie będą mogły spać, nie będą chciały wychodzić z domu, przestaną się bawić, uśmiechać” – dodała.

Dzieci są jak gąbki – bardzo szybko przesiąkają atmosferą niepewności. A potem stres, który w sobie kumulują można wychwycić w bezlitośnie prostych pytaniach, które nagle zaczynają zadawać, w zabawach w wojnę czy spoglądając na ich szkolne rysunki.

IMG_0770
Rysunki dzieci opowiadające to tym, czego najbardziej się boją. Damaszek, luty 2017. Fot. Islamista.

Sandra opowiadała, że pewnego razu na zajęciach w szkole dzieci z klasy jej syna miały narysować to, czego najbardziej się boją. W jednej chwili ich szkolne biurka zapełniły się kartkami, na których węże i kosmate pająki pełzały pod nogami uzbrojonych brodaczy strzelających do ludzi stojących w progach domów. Te dzieci, które nie widziały wojny z bliska, ale wyczuwały ją w powietrzu, nagle zaczęły wysypywać z siebie strachy przejęte od rodziców, nauczycieli, prezenterów wiadomości.

IMG_0771
Rysunki dzieci opowiadające to tym, czego najbardziej się boją. Damaszek, luty 2017. Fot. Islamista.

Wyrzucić z głowy potwory wojny

Wniosek Sandry był prosty. Jeśli chcesz pozbyć się wojennego strachu z głów swoich dzieci, najpierw musisz pozbyć się ich ze swojej własnej głowy. Dlatego Sandra zaczęła szukać mechanizmów, które pozwoliłyby jej wyrzucić z głowy przynajmniej część samolotów, bomb i propagandy, którą nasączona jest syryjska stolica.

Jej największy problem polegał na w tym, że ludzie w Syrii stają się coraz bardziej samotni. Także część jej przyjaciół i członków dalszej rodziny zginęło, uciekło, lub zostało rozrzuconych po świecie.

W wojennych warunkach ciężko komuś zaufać, przed kimś się otworzyć. Jednak nie można wszystkich strachów trzymać w sobie – to jak siedzenie na beczce prochu. Z kimś trzeba się podzielić tym, co w człowieku zalega. Mało kogo w Damaszku stać na terapeutę. Ponadto w kraju jest tak ogromne zapotrzebowanie na usługi terapeutyczne, że nieliczne gabinety i tak nie nadążają z przyjmowaniem najpilniejszych przypadków.

Sandra znalazła inny sposób na to, jak wyrzucać z głowy potwory wojny. Przy okazji odkryła też pasję pozwalającą na odległość połączyć się z osobami, które myślą i czują podobnie jak ona. Raz na kilka dni spisuje swoje refleksje na temat spotkanych osób i doświadczonych sytuacji, a następnie publikuje na stworzonym specjalnie w tym celu facebookowym profilu. Poetyckie wpisy matki i działaczki humanitarnej z Damaszku śledzi ponad tysiąc osób.

Wszyscy jesteśmy na tej samej wojnie

W swoich postach Sandra opisuje rozmowy ze swoimi dziećmi, ćwiczenia, które przed snem wykonują razem, żeby choć na chwilę uwolnić się z ciągłego oblężenia obrazami wojny i wojennym słownictwem. Pisanie stało się jej terapią, odskocznią od smutnej, a ostatnio coraz bardziej tragicznej codzienności. Mimo, że jej posty publikowane są po arabsku, dzięki rozwojowi szybkich narzędzi tłumaczeniowych, profil śledzą także osoby nie znające ojczystego języka autorki.

W jednym z pierwszych postów, które pojawiły się w internecie, Sandra publikuje wiersz rozpoczynający się słowami: „To dla mnie błogosławieństwo, że mogę pozostawać w tym zmęczonym kraju, zmęczonym tak jak ja.” Kobieta pokonuje chcące zadomowić się w jej głowie demony wojny ich własną bronią – przekuwa strach i stres w opowieści o wspólnocie i codziennej walce.

IMG_0213
Dzieci z przesiedlonej rodziny pozostającej pod opieką organizacji Sandry. Damaszek, luty 2017. Fot. Islamista.

W jednym z ostatnich wpisów notuje: „Zrozumiałam, że wszyscy jesteśmy na tej samej wojnie, przeżywamy tę samą historię nadziei i beznadziei, historię optymistyczną i pesymistyczną, historię radości i smutku”.

„Moje teksty nie zmienią proporcji walczących sił ani nie zatrzymają bomb i samolotów” – Sandra nie ma złudzeń co do swojego projektu. Co zatem mogą zmienić? Mogą uwolnić ją samą i jej rodzinę z klaustrofobicznej, ciasnej atmosfery strachu i pozwolić wyciągnąć rękę do kogoś, kto być może znajduje się wiele kilometrów dalej, a przyklejony do ekranu komputera przeżywa to samo – nadzieję i beznadzieję, chwile optymizmu i pesymizmu, radości i smutku.

Jeśli chcecie poznać Sandrę i śledzić teksty, które publikuje na swojej stronie, klikajcie tutaj.

Reklamy

7 myśli na temat “Pisanie, które uwalnia od wojny

    1. Albo załamują się tak wiele razy, że w końcu stają się silniejsi? Nie wiem. Moje krótkie spotkanie z wojną nauczyło mnie przede wszystkim tego, że nie da się niczego zaplanować, do niczego przyzwyczaić, bo rzeczywistość jest bardzo dynamiczna i nieprzewidywalna. Nie wiem, co może być gorsze w takiej sytuacji: oswojenie się z przemocą czy ciągła niepewność 😦

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s