Zdaniem Islamisty

Miejsca pamięci, których nigdy nie zapomnę

P1140301
Cmentarz bez dna, wybrzeże Morza Egejskiego w okolicach Çeşme. Fot. Justyna Piwowarska.
Zejście do morza było bardzo strome, wiatr silny, woda uderza o skalisty brzeg. Dopiero po chwili zaczęłam zauważać porzucone rzeczy – zniszczony plecak, dziecięce ubrania, plastikowe butelki po wodzie. Tak wygląda wybrzeże Morza Egejskiego w okolicach miasta Çeşme. To stąd pontonami wyruszyła znaczna część uchodźców, którzy chcieli przeprawić się z Turcji do Grecji.

Tegoroczne Święto Zmarłych spędziłam w Turcji. Ale mimo pobytu za granicą, postanowiłam nie rezygnować z odwiedzenia cmentarzy. W ten sposób trafiłam w trzy miejsca, których nigdy nie zapomnę.

Cmentarz poległych na darmo

Przez cmentarz wojenny dzielnicy Edirnekapı przechodzą dziennie tysiące ludzi – znajduje się przy jednym z dużych punktów przesiadkowych w Stambule. Ciągnące się po horyzont groby żołnierzy nie robią wrażenia na mieszkańcach miasta. Wiele nagrobków pochodzi z wojen, których już nikt nie pamięta.

Kiedy przechodziłam tamtędy w drodze na przystanek, mój wzrok przyciągnęła duża sekcja całkiem nowych nagrobków. Każdy z nich był udekorowany turecką flagą, przy niektórych leżały zdjęcia i kwiaty. Były to groby osób, które zginęły w zamachu stanu z lipca 2016 roku.

W trakcie walk z 15 na 16 lipca 2016 roku poległo łącznie 312 osób. 24 z nich – zmarłym żołnierzom popierającym pucz – odmówiono tradycyjnego pochówku w ich rodzinnym mieście. Odebrano im także prawo do religijnej ceremonii pogrzebowej. Zamiast tego zapowiedziano stworzenie im osobnego “cmentarza zdrajców”.

Zaś miejsce, w którym się znalazłam zostało nazywane Cmentarzem Męczenników 15 lipca. Powstało dla upamiętnienia zmarłych przeciwników puczu – tych, którzy opowiadali się za utrzymaniem rządów Recepa Erdoğana. Z początku spoczęło tam tylko 16 osób. Z czasem postawiono symboliczne nagrobki także dla pozostałych ofiar niedoszłego przewrotu, w tym także dla tych, których pochowano już w innych częściach kraju.

2017-07-11-edirnekapi-07
Prezydent Erdoğan podczas wizyty na Cmentarzu Męczenników 15 Lipca. Fot. https://www.tccb.gov.tr.

Gdy tamtego dnia stałam na Cmentarzu Męczenników 15 lipca, nie opuszczało mnie przekonanie, że tak wiele wojen i walk o władzę na świecie wybucha dziś zupełnie na darmo. Dla polityki i wpływów poświęca się życie tych, którzy w całym tym zamieszaniu wydają się nie mieć znaczenia – zwykłych ludzi.

Wizerunki zmarłych żołnierzy i cywilów – zarówno przeciwników jak i zwolenników puczu – wciąż są w Turcji wykorzystywane do celów politycznych, także wbrew woli ich rodzin. Najmłodszym zabitym w niedoszłym zamachu stanu był Halil İbrahim Yıldırım – 15-latek, który wyszedł z ojcem bronić miejscowego posterunku policji. Czy był tylko mięsem armatnim, pionkiem w czyjejś grze? Czy umarł dla czyjejś polityki? Umarł na darmo?

Cmentarz bezimiennych

Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z ciałami uchodźców, którzy toną w drodze z Turcji do Grecji? Gdzie pochowano tych, którzy ciała morze wyrzuciło na tureckie wybrzeże, a ich zdjęcia przez kilka dni krążą w internecie wywołując międzynarodowe wyrzuty sumienia? Dla wielu z nich miejscem spoczynku jest cmentarz Doğançay w Izmirze.

Zrzut ekranu 2017-11-25 o 22.04.20
Anonimowe mogiły uchodźców na cmentarzu Doğançay mezarlı. Fot. Ahmet Akpolat via Twitter.com

Gdy dotarłam na ten cmentarz, było już całkiem ciemno, a nekropolia Doğançay wydawała się nie mieć końca. Ponieważ muzułmanie mają zwyczaj odwiedzania grobów swoich bliskich rano, na Doğançay było zupełnie pusto i cicho.

Szukałam miejsca, w którym pochowano ponad 400 osób zmarłych w drodze z Turcji do Europy. Aż 136 z tych nagrobków pozostawiono bez żadnego opisu. Wiele z tych grobów było całkiem świeżych, z tego roku. O to, aby każdy został pochowany z szacunkiem i jeśli to możliwe, doczekał się tablicy z imieniem, dbał miejscowy imam, Ahmet Altan.

Ale w niemal całkowitej ciemności nawet miejscowi nie byli w stanie wskazać mi miejsca, gdzie znajdują się bezimienne groby migrantów. Odnalezienie ich po ciemku było jak szukanie igły w stogu siana. W końcu się poddaliśmy. Wspólnie z osobami, które pomagały mi odszukać miejsce pochówku migrantów, przystanęliśmy na chwilę razem i wspomnieliśmy w ciszy osoby, które być może na zawsze pozostaną bezimienne i zapomniane.

Cmentarz bez dna

Zejście do morza było bardzo strome, wiatr silny, woda uderza o skalisty brzeg. Dopiero po chwili zaczęłam zauważać porzucone tam rzeczy – zniszczony plecak, dziecięce ubrania, plastikowe butelki po wodzie. Tak wyglądało wybrzeże Morza Egejskiego w okolicach miasta Çeşme w południowo-zachodniej Turcji. Stamtąd wyruszyła znaczna część pontonów wypełnionych migrantami, którzy chcieli przeprawić się na wyspy greckie, do Europy.

P1140311
Dziecięce ubrania porzucone na wybrzeżu Morza Egejskiego w pobliżu Çeşme. Fot. Justyna Piwowarska.

Stojąc na tureckim brzegu, Europa wydaje się być tak blisko, tylko kilka kilometrów. Jednak dla wielu wybrzeże Morza Śródziemnego zamiast być bramą do lepszego świata, stało się cmentarzem bez dna. Szacuje się, że w morzu w pobliżu Çeşme znajdują się ciała ponad 330 osób. W lokalnej organizacji pomocowej pracownicy potwierdzili się, że chociaż podpisano umowy z Unią Europejską, z tureckiego wybrzeża wciąż wyruszają pontony i chybotliwe łajby.

Dla tych, którzy spoczęli na tym cmentarzu nic już nie można zrobić. Ale jest jeszcze szansa dla tych, którzy uniknęli tragicznej śmierci lub walczą o życie w krajach pochodzenia. Ciągle mamy okazję sprawić, aby nie przepadli bez śladu.

***

Bardzo dziękuję Justynie Piwowarskiej za towarzyszenie mi w podróży po Turcji i wykonanie pięknych zdjęć, które zostały wykorzystane w tym tekście.

4 myśli na temat “Miejsca pamięci, których nigdy nie zapomnę

  1. Czy ktoś kto płynie z terenu Turcji – czyli z kraju w którym nie ma wojny jest uchodźcą czy imigrantem ekonomicznym? Czy obywatel kraju w którym jest wojna — czyli uchodźca jest nim dalej – jeśli nielegalnie przemieszcza się z bezpiecznego kraju do innego bogatszego państwa?

    Druga kwestia – większość imigrantów dostających się z Afryki Pólnecnej via Libia-pontony-Włochy pochodzi z krajów, w których jest pokój jak Maroko lub Algieria.
    Czy nadużywanie słowa uchodźcy nie sprawi, że faktyczni uchodźcy z krajów ogarniętych wojną jak Syria będą mieli trudniej?

    Polubienie

    1. Nie ma znaczenia przez jaki kraj się przepływa ani nawet z jakiego się pochodzi. Bo i tak trzeba udowodnić indywidualne prześladowanie, a nie, że w kraju jest wojna albo jej nie ma.

      W procesie przyznania azylu/ statusu uchodźcy rozpatruje się indywidualną sytuację każdego cudzoziemca, nie to czy jego kraj jest bezpieczny czy nie. Na przykład: w Polsce wojny nie ma od jakiegoś czasu, ale 6 polskich obywateli dostało status uchodźcy w Kanadzie w 2015 roku, bo uznano, że z jakiegoś powodu byli prześladowani. Nie ma znaczenia także czy przekroczenie granicy odbyło się legalnie czy nie. Za nielegalne przekroczenie można trafić np. do ośrodka zamkniętego lub aresztu dla cudzoziemców, ale nie odbiera to prawa ubiegania się o status uchodźcy. Szczegóły na ten temat znajdują się w Konwencji Genewskiej i na stronie Urzędu do spraw Cudzoziemców.

      Nadużywanie tego czy innego słowa nie wpływa na przebieg procesu przyznania azylu. Syryjczycy w Polsce mają niemal 100% uznawalności azylowej (tzn. w praktyce wszyscy otrzymują status i tak, te osoby przyjeżdżają do Polski) i to, że w Polsce mało kto potrafi podać prawną definicję uchodźctwa nie ma na to specjalnego wpływu.

      Natomiast jeśli do danego kraju wpływa więcej wniosków o azyl (nie ma znaczenia czy uzasadnionych czy nie), to oczywiście na dezycję w tej sprawie czeka się dłużej.

      Polubienie

      1. Bynajmniej nie chodziło mi o kwestie prawne, ale wywoływanie swoistej niechęci wśród zwykłych ludzi. Chyba zdaje sobie Pani sprawę jak rosną w Polsce nastroje ksenofobiczne. Ponad połowa Polaków reaguje teraz alergicznie na słowa uchodźcy, ponieważ media określają w ten sposób wszystkich nielegalnych imigrantów z np Maroka etc.

        Jeśli już podchodzimy do tego legalistycznie, to powinniśmy pisać o wszystkich tych ludziach – nielegalni imigranci i dopiero jak otrzymają opisywany przez Panią „statutus uchodźcy” nazywać ich uchodźcami.

        Polubienie

      2. Mam wrażenie, że takie legalistyczne podejście może nas wyleczyć z wielu mitów i lęków.

        Zwykli ludzie, o których pan wspomina, bardzo skutecznie przyczyniają się do mylenia pojęć, które potęguje ksenofobię. Media i politycy to powielają, zgadzam się, ale w końcu to także użytkownicy mediów powinni samodzielnie myśleć i kontrolować media, a nie na odwrót.

        Tymczasem to, kto jest uchodźcą, a kto nie, to przede wszystkim kwestia prawna. Zgadzam się, że gdybyśmy używali słowa uchodźca rozważniej (w języku polskim jest w końcu wiele odpowiedników) i tłumaczyli precyzyjnie, co to znaczy, to może całe zjawisko wzbudzałoby mniej kontrowersji. Wydaje mi się, że gdyby więcej osób rozumiało jak przebiega proces azylacyjny, części tych strachów, które kierują teraz społeczeństwem, można byłoby się pozbyć.

        Nie widzę też też nic złego w tym, żeby nazywać ludzi imigrantami lub migrantami. To określenie samo w sobie nie ma negatywnych konotacji. Nabrało ich stosunkowo niedawno i w moim poczuciu bez powodu. Ludzie zaczęli je łączyć ze strachem przez cudzoziemcami, ale tak być nie powinno. Można też mówić „cudzoziemcy”, „osoby migrujące” i jest tak samo spoko. Nie ma w tych określeniach nic poniżającego.

        A to czy ktoś posiada legalny tytuł pobytowy czy nie, to osobna sprawa.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s