Zdaniem Islamisty

Jak zostałam panią „od islamu”?

16195589_1610335732608906_5741890330363510845_n
Warsztaty na temat migracji dla grupy wolontariuszy AFS z Niemiec i Ukrainy. Fot. Islamista.
Mniej więcej o tej porze rok temu pisałam o tym, jak uczono mnie arabskiego i co przez to ze mnie wyrosło. Dziś, rok po tym tekście, widzę, że nastąpiła zamiana. Zostałam nauczycielem?

Nigdy nie chciałam być nauczycielem. Ale to chyba tak już jest, że kiedy coś nam wychodzi, zaczyna się widzieć potrzebę podawania strzępków wiedzy dalej. A potem sprawy nabierają rozpędu – jedne warsztaty, potem drugie. Coraz trudniej jest odmawiać, bo przecież będzie fajnie, trzeba rozmawiać. I tak kalendarz się zapełnia, a ja coraz częściej staję pod tablicą poprawiając okulary i z kajecikiem pod pachą. Ciężko jest się powstrzymać od uczenia o czymś, co się zna i lubi. Tym właśnie sposobem zaczęłam pojawiać się na konferencjach, warsztatach i lekcjach.

Zazwyczaj, kiedy wchodzę na salę konferencyjną z zamiarem wygłoszenia referatu, widzę przed sobą znajome twarze. Na spotkaniach na temat różnorodności, migracji czy religii często pojawiają się te same osoby. Czasem nachodzi mnie wtedy ta przygnębiająca myśl, że znowu przyszłam przekonywać przekonanych. Tymczasem osoby, dla których moje wystąpienie mogłoby być nową perspektywą do rozważenia, rzadko trafiają na takie wydarzenia. Co innego w szkole.

Po co prowadzę lekcje i spotkania w szkołach o islamie czy konflikcie w Syrii? Przede wszystkim po to, żeby słuchać. Słuchać o tym, co moi młodzi rozmówcy już o islamie wiedzą i jak ta wiedza ich zmienia. Słuchać o tym, w jaki sposób zrodziły się poglądy, które prezentują.

Szczególnie interesują mnie dwa typy wypowiedzi, które padają na lekcjach o islamie czy migracjach. Po pierwsze, staram się nasłuchiwać czy jest coś, czego uczestnicy zajęć się obawiają. Czasem takie obawy czają się pod nawet najbardziej agresywnymi komentarzami czy recytowanymi jak z otwartej książki tekstami medialnych pseudo-autorytetów. Po drugie, słucham czy w wypowiedziach moich rozmówców nie pojawia się jakaś nieautentyczność, czy któryś z ich poglądów nie został tylko bezmyślnie skopiowany od internetowej gadającej głowy lub uczestnika niedzielnego zjazdu imieninowego u cioci.

Co dzieje się na moich lekcjach? Jednym z głównych punktów programu w każdych warsztatach, które prowadzę jest weryfikowanie faktów. Nie tylko uczniowie, ale często i ja sama wychodzę z sali zadumana nad tym, jak wciąż bazujemy na opiniach, a nie znamy podstawowych informacji o islamie, jego kluczowych założeniach, prawdach wiary, nie mówiąc już o jego duchowych aspektach. Nie inaczej jest z informacjami o migracjach czy konflikcie w Syrii.

Ostatnim pytaniem podczas lekcji zawsze pozostaje: gdzie szukać sprawdzonej informacji? Moje gadanie, często krótsze niż bym chciała, może niewiele zdziałać, ale zawsze staram się zostawić moich słuchaczy z dobrym źródłem. Naiwnie wierzę, że powierza się młodemu człowiekowi odpowiednie źródła, sprawia się mu najlepszy egzamin z samodzielnego myślenia i późniejszego przetrwania w medialnym gąszczu.

Jest jeszcze jedna rzecz, której nic nie zastąpi. Podczas lekcji czy warsztatów warto czasem odłożyć statystyki i zamknąć książki, aby dać sobie oraz innym szansę na moment otrzeźwienia – za tymi liczbami stoją ludzie. To banalny wniosek, ale nieustannie powraca jako podsumowanie wszystkich moich zajęć. Muzułmanin czy migrant to też człowiek. A człowiek jest wielowarstwowy, wielowątkowy. To z kolei oznacza, że chociaż islam jest religią, która angażuje niemalże wszystkie sfery życia swoich wyznawców, to nigdy nie jest tak, że jest jedyną częścią składową czyjejś tożsamości.

Rozumiem, że można nie być wielkim miłośnikiem islamu jako konstruktu teologicznego czy jego zastosowań w polityce konkretnych krajów. Ale niech ta opinia wynika z własnych doświadczeń, osobistych poszukiwań i przemyśleń po analizie rzetelnych źródeł. Niech nie jest wciśnięta na siłę, wchłonięta po tym, jak gotową podano ją na tacy bez uzasadnień i z pominięciem weryfikowalnych faktów. Nigdy nie chciałam być nauczycielem. Ale jeśli kiedykolwiek udałoby mi się nauczyć kogoś choćby tego, będzie to mój wielki sukces.

19554779_1674877682821377_2149968726457100272_n

Reklamy

3 myśli na temat “Jak zostałam panią „od islamu”?

  1. Kiedyś rozmawiałem z pewną panią wielką zwolenniczką wyjazdu na wakacje do Egiptu i innych muzułmańskich krajów. Mówiła że to są mili i fajni ludzie. Po incydencie w Rimini już nie chce rozmawiać…

    Polubienie

  2. Proszę mi wierzyć, że ja niejednokrotnie słyszałam, że do łodzi z uchodźcami trzeba strzelać a ci źli i niedobrzy imigranci/Muzułmanie/terroryści to tylko będą mordować, gwałcić i okradać z pracy oraz zasiłków. A to są ludzie. Z imionami, nazwiskami i historiami. Ale tego już się nie dostrzega…

    Polubienie

    1. Niestety. Są osoby, dla których argument z człowieka przestał trafiać, za to polityczne śpiewki są wodą na młyn. W mojej rodzinie sama miałam takie osoby. Jakoś tak przycichło po tym, jak przyprowadziłam dwie muzułmanki na Wigilię 😛 Kiedy edukacja nie wystarcza, wyciągam większe działo 😀

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s