Informacje

Czy Trump stał się przyjacielem muzułmanów?

Zrzut ekranu 2017-05-24 o 16.43.59
Powitanie na lotnisku. Fot. The White House via flickr.com.
W swojej przemowie skierowanej m.in. do 50 muzułmańskich przywódców w Arabii Saudyjskiej prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, powiedział, że jego pierwsza podróż zagraniczna to początek „nowego rozdziału” w stosunkach między USA a krajami islamu. Skąd ta zmiana w stosunku do muzułmanów?

Trump nazwał islam „jedną z wielkich światowych religii”, stwierdzając że to jego wyznawcy stanowią „95 procent ofiar terroryzmu”. Jego głośnej podróży towarzyszyło podpisanie umowy na sprzedaż broni Saudyjczykom o wartości 110 miliardów dolarów. Czy w nagłej zmianie stanowiska chodziło tylko o interesy w rejonie Zatoki Perskiej, czy też Trump chce wymazać swój obraz jako walczącego z muzułmanami islamofoba?

Islam nas nienawidzi

Z pewnością jest to nowe otwarcie w spojrzeniu Donalda Trumpa na świat islamu.

– Sądzę, że islam nas nienawidzi – powiedział w marcu 2016 roku w telewizji CNN, jeszcze jako kandydat na prezydenta. W trakcie debaty z Hilary Clinton w Las Vegas stwierdził, że Saudyjczycy to ludzie, „którzy chcą zrzucać gejów z budynków” oraz, że „zabijają kobiety, traktują je okropnie”. Otwarcie wyrażał chęć zamknięcia meczetów w USA.

Niezwykłym zbiegiem okoliczności w tej sytuacji wydaje się fakt, że najważniejszy doradca Trumpa i autor jego przemówienia w Arabii Saudyjskiej – Stephen Miller – jest również odpowiedzialny za wprowadzenie zakazu podróży do USA dla obywateli sześciu muzułmańskich krajów, który został ogłoszony kilka dni po rozpoczęciu prezydentury (decyzję tę podważyły amerykańskie sądy).

Zrzut ekranu 2017-05-24 o 16.41.27
Fot. The White House via flickr.com.

Bliski Wschód nie może czekać na Amerykanów

Niewątpliwie najważniejszym i najbardziej oczekiwanym momentem wizyty Donalda Trumpa w Arabii Saudyjskiej było przemówienie, którego wysłuchało 50-ciu liderów z krajów muzułmańskich.

„Niektóre dane wskazują, że muzułmanie stanowią aż 95% wszystkich ofiar terroryzmu” – podkreślił Trump, nawołując do wyznawców islamu, by „stanęli na czele walki z ekstremistami” oraz by „wypędzili ich ze swoich ziem”.

– Narody Bliskiego Wschodu nie mogą czekać na amerykańskie siły, które miałyby zniszczyć ich wrogów – dodał prezydent USA.

W trakcie przemowy Donald Trump używał również ostrożnych sformułowań: – Nie chcemy mówić innym, jak żyć i w co wierzyć. Chcemy oferować współpracę i wsparcie – mówił.

– Z Bożą pomocą ten szczyt położy kres terroryzmowi. I będzie początkiem pokoju na Bliskim Wschodzie, a być może i na całym świecie – dodał Trump. – Ilekroć ktoś zabija z imieniem Boga na ustach, obraża każdego wierzącego w Boga.

Prezydent USA odżegnał się od swoich dawnych deklaracji o „wojnie cywilizacji”: – To nie jest bitwa między religiami, wyznaniami czy cywilizacjami – mówił – Ale jest to bitwa między barbarzyńskimi kryminalistami, którzy chcą zniszczyć ludzkie życie i porządnych ludzi w imię religii. (…) To jest bitwa między dobrem a złem.

Ważnym elementem wizyty było również podpisanie przez kraje Półwyspu Arabskiego specjalnej deklaracji, która zobowiązuje sygnatariuszy do „niefinansowania organizacji terrorystycznych”. Deklarację podpisali m.in. przedstawiciele Kuwejtu czy Kataru – państw bardzo często oskarżanych o wspieranie organizacji dżihadystycznych. Co ciekawe, Saudowie otwarcie wspierają liczne radykalne organizacje, np. Bractwo Muzułmańskie, w wielu państwach na całym świecie.

Zrzut ekranu 2017-05-24 o 16.46.19
Fot. The White House via flickr.com.

Ostrożny język Trumpa

Wielu komentatorów wskazało, że pod każdym względem wizyta Trumpa w Arabii Saudyjskiej była świetnie rozegrana.

Przede wszystkim – oprócz wielu komplementów prawionych wyznawcom islamu i władcom bogatych państw Zatoki (Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie), które są tradycyjnym sojusznikiem USA w regionie – Trump ani razu nie użył sformułowania „radykalny terroryzm islamski”.

Zgodnie z sugestiami swoich doradców, którzy dobrze wiedzą, jak muzułmanie są czuli na zrównanie „ekstremizmu” z islamem, w oryginale przemówienia znalazło się jedynie określenie „islamistyczny ekstremizm”. W czasie samej przemowy Trump nieco odszedł od oryginału i powiedział o „przeciwstawianiu się kryzysowi islamskiego ekstremizmu, islamistów i islamskiego terroru”.

Zapewne ci sami doradcy jeszcze w czasie kampanii radzili obecnemu prezydentowi USA, by unikał dokładnego określania tego, co rozumie przez „islamski ekstremizm”. Tym razem jego przemówienia musiały być jeszcze bardziej zachowawcze. Arabia Saudyjska, podobnie jak inne kraje Zatoki (poza Omanem i Bahrainem), są w większości zamieszkane przez wyznawców wahabizmu – radykalnego odłamu islamu, który narodził się pod koniec XVIII wieku.

Trump ani razu nie napomknął też o „demokracji” czy „prawach człowieka”, choć wśród jego słuchaczy siedzieli ludzie mający na sumieniu łamanie podstawowych praw obywateli państw.

Dobry PR rodziny prezydenta

Swoją rolę podczas tej wizyty odegrała również żona prezydenta, Melania Trump. Występując w czarnym stroju przypominającą tradycyjną arabską abaję, zakrywając ramiona i nogi, wzbudziła zachwyt wśród konserwatywnych mieszkańców regionu. – Jest to taki ubiór, na który zdecydowałoby się wiele kobiet z Bliskiego Wschodu – pisze znana ekspertka i stylistka z Dubaju, Hafsa Lodi.

W podobnym tonie mówiło się o skromnej sukni córki prezydenta, Ivanki Trump, która pełni obecnie rolę doradczyni prezydenta USA.

– Panie Trump nie tylko uszanowały lokalne obyczaje – pisze Hafsa Lodi – ale również podążyły za obecnymi w regionie trendami.

Zrzut ekranu 2017-05-24 o 16.46.02
Fot. The White House via flickr.com

Ani Ivanka jednak, ani Melania nie zakryły swoich włosów (podobnie podczas swoich podróży do Arabii Saudyjskiej zachowały się kanclerz Angela Merkel czy premier Wielkiej Brytanii, Theresa May). Przy tej okazji komentatorzy wskazywali na fakt, że w 2012 roku Donald Trump ostro krytykował Michelle Obamę za to, że podczas swojej wizyty w Arabii Saudyjskiej nie założyła chusty na głowę. „Saudyjczycy zostali obrażeni. Mamy dość wrogów” – pisał wówczas na twitterze.

Wysoka cena za nową przyjaźń

– Prezydent Trump jest prawdziwym przyjacielem muzułmanów – powiedział książę saudyjski Mohammad bin Salman w marcu tego roku, gdy spotkał się z prezydentem USA w Białym Domu.

Ale za swojego nowego przyjaciela Saudowie musieli słono zapłacić. Prezydent USA przed wyjazdem podpisał umowy handlowe o rekordowej wartości… 350 miliardów dolarów, z czego aż 110 miliardów dotyczy saudyjskiego zamówienia na pakiet uzbrojenia (zaawansowane okręty bojowe, helikoptery Black Hawk czy nowoczesny system antyrakietowy THAAD) wytwarzanego przez amerykańskich producentów. Oficjalnie Biały Dom twierdzi, że celem tej sprzedaży jest „zmniejszenie obciążenia amerykańskich wojsk” w walce z terroryzmem.

Nie ma wątpliwości, że jest to też oznaka wzmocnienia sojuszu między USA a Arabią Saudyjską, aby przeciwdziałać coraz większej roli odgrywanej w regionie przez Iran i Rosję. Komentatorzy wskazują również, że umowy i zbrojenia są odwrotem od polityki Obamy, który ostrożnie rozgrywał karty w stosunkach z Iranem i Arabią Saudyjską.

Przyjaźń z muzułmanami? Tylko z „dobrymi”

Prezydent Trump postawił swoich wyborców przed poważnym wyborem. Wielu Amerykanów widziało go w roli prezydenta, bo tak jak on otwarcie wyrażali niechęć do wyznawców islamu i zgadzali się z jego pomysłami wprowadzenia antymuzułmańskich praw w USA. Wydaje się jednak zwolennicy Donalda Trumpa mogą być spokojni. Jeśli stał się przyjacielem muzułmanów, to tylko tych, którzy pochodzą z krajów zaprzyjaźnionych z USA.

Z jednej strony pominięcie tematów takich jak finansowanie przez Saudów organizacji terrorystycznych lub radykalnych za granicą, wojny w Syrii czy Jemenie, gdzie Arabia Saudyjska od miesięcy blokuje możliwość dostarczenia pomocy humanitarnej oraz otwarte izolowanie Iranu pokazuje, że zdjęcie islamofobicznej maski wynika z politycznych kalkulacji Trumpa.

Zrzut ekranu 2017-05-24 o 16.48.52
Fot. The White House via flickr.com.

Z drugiej – tak naprawdę nie można mówić o „świecie islamu” jako spójnej całości. Islam jako jedność czy też jako monolit cywilizacyjny to przede wszystkim efekt skromnej wiedzy na jego temat wśród zachodnich komentatorów i dziennikarzy. Arabia Saudyjska nie reprezentuje nawet wszystkich krajów regionu Zatoki Perskiej, nie mówiąc już o Bliskim Wschodzie, gdzie podział kulturowy, religijny i gospodarczy między poszczególnymi państwami jest łatwo widoczny.

Ponadto można zauważyć, że Donald Trump chce utożsamiać „dobrych muzułmanów”, z którymi można się dogadać, z tym, co reprezentują jego przyjaciele z Arabii Saudyjskiej. Podobnie Arabia Saudyjska widzi siebie jako lidera i policjanta wśród państw muzułmańskich powołując się na to, że to na jej terenie narodził się islam. ich interesy dominacji w regionie się zbiegły. Teraz zarówno Saudom jak i Trumpowi łatwo będzie przeciwstawić „dobrych muzułmanów” z Półwyspu „złym muzułmanom”, którzy czy to w sferze ekonomicznej, politycznej czy kulturowej nie zgodzą się na dominację Arabii Saudyjskiej i USA. Tych „złych” będzie można wrzucić do worka z napisem „ekstremiści”.

PS. Gdy zapytałem znajomą, która pochodzi z Arabii Saudyjskiej o wizytę Trumpa, odesłała mi tylko ten obrazek.

 

PRZECZYTAJ TAKŻE:

>> Po co saudyjskiemu królowi 459 ton bagażu?

>> Na Półwyspie Arabskim coraz mniej muzułmanów?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s