Let's Talk Islam · Zdaniem Islamisty

Urodziny Islamisty, czyli czego nauczyłam się przez rok blogowania?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W drodze do świątyni Hatszepsut w Luksorze, Egipt. Fot. Islamista.
To był jeden mały krok dla internetu, ale jeden wielki skok dla pewnej rudej arabistki w wielkich okularach! Islamista świętuje dzisiaj swój pierwszy roczek w sieci. To było dwanaście wybuchowych miesięcy. Nigdy nie przypuszczałam, że prowadzenie bloga zawiedzie mnie tak daleko, a moje teksty będą docierać do kilkunastu tysięcy osób. Co się u mnie zmieniło przez ten rok blogowania?

Wystarczy spojrzeć na mój comingoutowy post na Facebooku, żeby przekonać się jak bardzo byłam przerażona tym, co miało się wydarzyć. Po wielu miesiącach marudzenia, wymówek i zbywania tematu taktyką „uśmiechaj się i potakuj” mój blog powstał i narobił niezłego zamieszania. Oto co zmieniło się u mnie przez rok blogowania.

Rok w rozjazdach

Podróżować lubiłam zawsze i pod względem ilości wyjazdów blog niewiele zmienił. Zmieniła się natomiast jakość moich wypraw. Moje podróże przestały ograniczać się do miejsc ładnych i wypoczynkowych. Przez ostatni rok dominowały lokalizacje ciekawe, ale raczej mało atrakcyjne wizualnie lub wprost brzydkie i bardzo męczące.

Ale pisanie o nich sprawiło, że nauczyłam się znajdować niewiarygodne historie w zupełnie niepozornych miejscach. Pisząc o swoich wyprawach, nawet tylko dla siebie, do własnego dziennika, przez ostatni rok kształtowałam moją spostrzegawczość i wrażliwość na szczegóły. Ostatecznie, kiedy dobiegał końca mój pierwszy rok prowadzenia własnej strony, blog zaprowadził mnie na wojnę w Syrii.

W ostatnim roku odwiedziłam:

  • Niemcy – obóz dla uchodźców w Monachium, gdzie przeprowadzaliśmy wywiady z Syryjczykami, którzy przeprawili się do Europy.
  • Szwajcarię – tu było nieco spokojniej i udało się odbyć kilka spotkań ze znajomymi, ale podczas całego wyjazdu dominowała tematyka uchodźcza.
  • Włochy – tylko kilka dni, ale za to jakich! To był świetny czas spotkania ze Wspólnotą Sant’Egidio, która zainicjowała ideę korytarzy humanitarnych, a także z ich podopiecznymi: migrantami, uchodźcami, bezdomnymi i ubogimi w Rzymie.
  • Egipt – wiecie, co się działo podczas tej wyprawy dzięki Projektowi Egipt. To był najbardziej męczący urlop w moim życiu! 🙂
  • Indie – kiedy myślisz, że świat osiągnął maksymalny poziom szaleństwa, wystarczy pojechać do Indii, żeby przekonać się, że zawsze można zabrnąć dalej. O Indiach też udało się mi się co nie co napisać (zobaczcie tutaj). To był tydzień pełen mocnych wrażeń!
  • Liban – niby wyniknął niechcący, przy okazji innego projektu. Tymczasem okazał się być nie tylko świetną destynacją turystyczną, ale także dobrą bazą wypadową i okazją do odpoczynku. O Libanie jeszcze napiszę, bo to miejsce zdecydowanie warte polecenia.
  • Syrię – najbardziej nieoczekiwany i niebezpieczny wyjazd w moim życiu. Po raz pierwszy na własne oczy zobaczyłam wojnę i nigdy nie będę już tym samym człowiekiem. To, co do tej pory napisałam o Syrii, możecie przeczytać tutaj.
  • Wiele miejsc w Polsce związanych ze szkoleniami straży granicznej, spotkaniami i wywiadami, a ostatnio z akcjami charytatywnymi na rzecz pomocy humanitarnej w Syrii.
IMG_20161126_080412539
Islamista w Indiach. Fot. Przemo.

Facebooki, Instagramy i inne Tweetery

Odkąd Islamista stał się moim alter ego, komputer został nieodłącznym kompanem każdego mojego dnia. Nie zabrakło go na żadnym, nawet najkrótszym wyjeździe. Jest to zarówno plus jak i minus prowadzenia bloga – trzeba taszczyć za sobą sprzęt, który pozwoli przekazać gotowy materiał czytelnikom. Również z tego powodu, dzięki blogowi zarówno moje zawodowe, jak i wakacyjne wyjazdy nigdy już nie będą takie same. Z drugiej strony jednak, blog nauczył mnie wyłączania komputera i włączania wzmożonej uważności w realu.

Za sprawą Islamisty zmieniło się także moje podejście do mediów społecznościowych. Kiedyś uważałam Facebooka za zbędną zabawkę dla nastolatków w dodatku wysysającą resztki życia i motywacji z ludzi w wieku produkcyjnym. Później zaczęłam go postrzegać jako zło konieczne w docieraniu do czytelników z wartościowymi treściami. Dzisiaj uważam fakt powstania Facebooka za podobny w swojej randze do wynalezienia dynamitu. Konsekwencje jego pojawienia się są w równym stopniu tragiczne jak i pożyteczne.

Istnieją również kwestie, co do których przez ostatni rok nie zmieniłam zdania. Wciąż nie umiem zrobić sobie przyzwoitego selfie i chyba się już nie nauczę. Podobnie podchodzę do robienia zdjęć wszystkiemu, co się rusza, żeby móc to później umieścić w sieci. „Shameless promo” to nie moja działka. I ostatecznie – nie wszystko jest postem. Są takie historie, które zawsze już zostaną tylko w mojej głowie, bo często osoby, z którymi rozmawiam, obdarzają mnie zaufaniem wartym więcej niż milion lajków.

WP_20160613_002 (1)
Ja, moje dwie brody i Adonis – jeden z najsłynniejszych poetów arabskich, nominowany do Nagrody Nobla. Fot. Islamista

Hejterzy potrafią być spoko

Pewnego razu rozmawiając ze znajomym usłyszałam, że moje teksty są w porządku, ale on jako stały czytelnik czeka, kiedy wreszcie oprócz islamu zacznę pisać o sobie. Śmiejąc się w duchu pomyślałam wtedy, że do tego jeszcze daleka droga. A jednak! Nauczyłam się, że moje teksty są wiarygodne tylko wtedy, kiedy stoi za nimi prawdziwy człowiek, ktoś, kto ma imię, nazwisko, twarz. Zaczęłam lubić przekazywanie nie tylko informacji, ale także swoich opinii. I przekonałam się, że tam gdzie są opinie, tam bardzo szybko pojawiają się tak zwani hejterzy.

Podczas ostatniego roku okazało się, że nie każda osoba, która nie zgadza się ze mną lub nie jest w stanie zrozumieć czy zaakceptować islamu, zasługuje na etykietkę hejtera. Ten blog powstał po to, żeby kulturalnie i otwarcie rozmawiać o islamie i muzułmanach, czyli także o problemach, od których ta religia nie jest wolna. Dlatego doceniam każdego, kto ma wątpliwości i próbuje rozmawiać o nich, nawet jeśli nie zawsze robi to umiejętnie. W końcu zdolność otwartej, spokojnej dyskusji, zwłaszcza w internecie, to rzadka kompetencja, w której warto się doskonalić. Z drugiej strony, utwierdziłam się w przekonaniu, że niewiedza nie usprawiedliwia nikogo, kto nawołuje do przemocy lub nie potrafi wyjść poza puste schematy politycznych ideologii.

Czy przez ten rok moje podejście do islamu się zmieniło? Tak. Wynika to z tego, jak wiele się przez ten rok nauczyłam. Do jednych kwestii nabrałam więcej dystansu, inne z kolei stały się dla mnie mniej zrozumiałe i trudniejsze do przyjęcia. Czy zmieniło się moje podejście do muzułmanów? Nie. Człowiek jest zawsze człowiekiem i bez względu na religię, rasę, przekonania należy mu się szacunek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W odwiedzinach u św. Szarbela, Annaya, Liban. Fot. Islamista.

I jeszcze jeden i jeszcze raz

Drodzy szanowni, dzięki za ten rok blogowania, bo bez Waszego rosnącego zainteresowania ten wózek daleko by nie zajechał. Obiecuję trzymać formę ponad normę i dawać Wam jak najwięcej ciekawych materiałów do czytania, oglądania, słuchania, rozmyślania.

الى اللقاء

Islamista

Reklamy

4 thoughts on “Urodziny Islamisty, czyli czego nauczyłam się przez rok blogowania?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s