W świat! · Zdaniem Islamisty

Co znalazłam w plecaku po powrocie z Syrii?

img_0737
Stare miasto, Aleppo, Syria. Fot. Islamista.

To już prawie dwa tygodnie odkąd wróciłam z Syrii. Wciąż nie mogę uwierzyć, że udało mi się tam dotrzeć, a tym bardziej, że udało się wrócić. Dziś wreszcie chciałam wyprać plecak, który zabrałam ze sobą na tę wyprawę. I nieoczekiwanie znalazłam tam coś, o czym zupełnie zapomniałam.

Wyjeżdżając do Syrii wzięłam ze sobą tylko mały plecak. Tak jest najwygodniej i najmniej kłopotliwie – małych plecaków nikt nie sprawdza, można je łatwo wcisnąć pod siedzenie samochodu tak, że przy kontroli bagażnik jest pusty. Dzięki temu żołnierze na checkpointach szybko i bez podejrzeń puszczają dalej.

Koperta pełna skarbów

Wydawało mi się, że wszystko z niego wyciągnęłam. Pusty plecak, smętny i wychudły jak wypompowany balonik, czekał cały śmierdzący i w kurzu na swoją kolej do pralki. Tak naprawdę nie chciałam go prać. To, że byłam w Aleppo i w Damaszku, dziś wydaje mi się zupełnie nierealne, jakby nigdy się nie wydarzyło. Nawet patrząc na zdjęcia, na których jestem, wydaje mi się, że to na pewno jest ktoś inny. Tylko ten siwy pył i zapach plecaka były ostatnimi namacalnymi dowodami na to, że byłam w Syrii.

Ale nadszedł ten moment. Plecak musi powędrować do pralki. Ostatni raz sprawdzam, czy na pewno nic tam nie zostało – jakiś paragon, świstek, chusteczka. W najmniejszej kieszonce, w której zawsze podróżuje jedna z najważniejszych rzeczy na każdej wyprawie – klucze do mojego domu – znalazłam małą kopertę pełną skarbów. Ufff… jak dobrze, że jej nie wyprałam!

img_1055
Skarby z plecaka. Fot. Islamista.

Stos wizytówek

Patrząc na same tylko wizytówki można dokładnie prześledzić całą trasę mojej wyprawy. Doskonałe spotkanie z szefem Jesuit Refugee Service, ojcem Prakashem, i jego nieustraszonym teamem zajmującym się uchodźcami syryjskimi w Libanie. Świetna rozmowa z kardynałem Mario Zenarim, nuncjuszem apostolskim i weteranem wojen domowych w Sierra Leone i na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Ambasadorzy, profesorowie, dyrektorzy. Wszyscy wspaniali pracownicy i wolontariusze organizacji humanitarnych, którzy mimo tego, że sytuacja jest fatalna dla wszystkich, poświęcają swój czas dla innych. Oczywiście wszystkie te kontakty mam już przeniesione w inne miejsca, ale wizytówki sprawiają, że wszyscy ci ludzie, jeden po drugim znowu stają przed oczami. Wszyscy tam zostali. Co będą robić, jak zmieni się ich życie, kiedy już skończy się wojna? I co stanie się z nimi, jeśli ta wojna się nie skończy?

Druczki, świstki, pieczątki

W jednym z poprzednich postów opisywałam bazar, przekupkarstwo i kolesiostwo, które rozgrywa się na syryjskim pograniczu (o, w tym poście). W małej kopercie w moim cuchnącym plecaku znalazłam wszystkie te kwitki, o których wtedy myślałam, że są najważniejszymi dokumentami, jakie mam ze sobą. To te karteluszki, którymi chciałam zamachać przed oczami każdemu rosłemu brodaczowi w kurtce moro, który tylko pomyślałby, żeby stanąć mi na drodze.

Teraz to tylko śmieszne zwitki papieru z byle jak przybitą pieczątką. Tymczasem one pokazują jak idiotyczne było moje podejście i – jak wjeżdżając do Syrii – nic nie wiedziałam o wojnie. Co kogo obchodzą jakieś papierki, kiedy metr dalej spada bomba lub przykłada się komuś karabin do głowy?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wschodnie Aleppo, Ard al-Hamra, Syria. Fot. Islamista.

Podjechała do mnie nieoznakowana biała furgonetka. Gburowaty facet w drelichowej kurtce pomachał mi kałachem przed twarzą i rzucił, że ktoś mnie na pewno porwie, jeśli się nie zmyję ze swoim śmiesznym aparacikiem ze wschodniego Aleppo. Wtedy przekonałam się jak te wszystkie kwitki nic nie znaczą. I jak dobrze jest żyć bezpiecznie.

Jestem cholerną szczęściarą, bo żyję w kraju, gdzie wszyscy są przekonani, że papierki mają magiczną moc sprawiania rzeczy. Dziś dalej nic nie wiem o wojnie. Te świstki zapisane arabskim pismem przypominają mi, że mam w życiu łatwo, że jestem częścią uprzywilejowanej kasty białych ludzi z bogatej północy i nie mam prawa mierzyć swoją miarą życia kogoś, kto wojnę zobaczył z bliska i jej doświadczył na własnej skórze.

Zdjęcie z gruzów

Przechodziliśmy między zwalonymi budynkami we wschodnim Aleppo. To była ta jeszcze nie do końca uprzątnięta część drogi. Między gruzami leżało lekko wygniecione zdjęcie z polaroida. Wiem, nie powinno się niczego wyciągać z gruzów, bo jak się coś osypie, może coś tam między kamieniami leży, niewypał, mina i tak dalej. Ale to zdjęcie wiatr przywiał mi pod nogi i wystarczyło się schylić. Na zdjęciu dwóch kumpli obejmuje się za ramiona na tle religijnego graffiti. Żadnych podpisów, żadnych dat. Ciężko uwierzyć, że w Syrii było kiedyś tak normalnie.

To zdjęcie to moja największa pamiątka z Syrii. Znak normalności, który jakimś cudem przetrwał. Pewnie nigdy nie wróci do właściciela. Chociaż może, kto wie. Ludzie czasem robią takie rzeczy, szukają po całym świecie kogoś z gazety, z anonimowego ogłoszenia albo listu sprzed lat. Może to zdjęcie nie, ale normalność kiedyś wróci do Syrii. Patrząc na ten wygnieciony kawałek papieru, podśpiewuję sobie pod nosem: „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…”.

img_1058
Zdjęcie wyjęte z gruzów. Fot. Islamista.

 

Reklamy

8 thoughts on “Co znalazłam w plecaku po powrocie z Syrii?

  1. Ja podobnie jak pani Paulina oglądałam DDTVN.I również poruszyła mnie reakcja pani Magdy .Mam nadzieje że ta zbiórka nie będzie chwilowa ,że wspólnie będziemy mogli pomóc tym biednym dzieciom .I cały dzień chodzi za mną pytanie ” do kąt zmierzasz Świecie ” 😦

    Lubię to

  2. Trafiłam do Was przypadkiem. Po emisji rozmowy z Wami w dd Tvn. Cały dzień chodzę jak struta, a przed oczami ciągle mam wyraz twarzy i oczu Pani Magdaleny Piwkowskiej gdy mówiła o najmłodszym z sześciorga rodzeństwa.
    Zostanę tu. niesamowite miejsce, niesamowici ludzie. Jakże potrzebni ludzkości dziś.
    Pozdrawiam serdecznie

    Polubione przez 1 osoba

  3. Ech… Trzeba by ten tekst pokazywać wszystkim mądralom zasądzającym z wyniosłej wysokości swych stołków przy biurku, że „przecież powinni iść i walczyć, a nie uciekać do Europy!!1!”
    Wasza podróż była na pewno trudna, ale bardzo potrzebna nam wszystkim… Dzięki.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Tak, to się bardzo łatwo mówi, zwłaszcza jak się wojny na oczy nie widziało. Oczywiście nikomu nie życzę. Ale spece od „pomagania na miejscu” załamaliby ręce widząc co na tym miejscu zostało.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s