W świat!

Aleppo: historia jednego zdjęcia

img_0431
Ja i Hana. Wschodnie Aleppo, dzielnica Jabal Badru. Fot. Islamista.
Kiedy po raz pierwszy odwiedziliśmy wschodnie Aleppo, nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. To nie dlatego, że nie znałam tych obrazów. Jednak ku mojemu zaskoczeniu miasto wyglądało dokładnie tak jak na zdjęciach, które wszyscy znamy z mediów. I właśnie to było przerażające, że to wszystko była prawda. Jednak czy Aleppo jest tylko miastem rozpaczy? Posłuchajcie historii jednego z moich zdjęć.

Najlepsze określenie tego, co widzą wjeżdżający do wschodniej części miasta, to krajobraz post-apokaliptyczny. Wschodnia strona jest dziwnie cicha. Czasem skrzypnie urywający się zawias okienny albo słychać powiewające na wietrze strzępy spalonych zasłon.

Ludzie są bezszelestni. Dzieci nie krzyczą, dorośli są porażająco milczący. Jeśli są czymś zajęci, to nie odwracają wzroku od pracy, tak jakby sprzątanie gruzu czy gotowanie wody na ognisku przed domem było wszystkim, co istnieje. Nie słychać samochodów, radia. Z resztek minaretów nikt nie nawołuje na modlitwę. Nawet Bóg zamilkł.

Będąc po wschodniej stronie parę dni, zaczyna się zapadać w tę ciszę i przyjmować ją jak coś naturalnego. Podporządkowuje się jej i samemu przestaje się mówić. Zresztą patrząc na to, co zostało z miasta, nie ma się już wiele do powiedzenia. Milczenie jest łatwiejsze i bardziej stosowne. A każde słowo wypowiedziane w kontekście skali zniszczeń czy ludzkiego cierpienia brzmi fałszywie.

Wiele osób, wiele rodzin tam poznanych powierzyło mi swoje historie. Nie wszyscy chcieli, aby ich twarze ktoś oglądał potem w dalekim, zimnym kraju czasem za względów religijnych, czasem politycznych. Ale wszyscy nosili w sobie wielkie pragnienie podzielenia się z kimś tym, co przeżyli, pragnienie zrzucenia części tego ciężaru.

img_0419
Wschodnie Aleppo, Jabal Badru. Fot. Islamista.

Gdy przechodziłam po świeżo uprzątniętych z gruzu ulicach, ludzie zaczynali wychodzić spomiędzy resztek domów jak z grobów i przyglądali mi się z niepewnością. Wystarczyło przełamać milczenie zwykłym „dzień dobry”, aby historie zaczęły same z nich wypływać, nie czekając aż wejdziemy za próg czy aż w czajniku na ognisku ze szmat zaparzy się kawa.

Tak poznałam Hanę. Stała przed resztkami domu, milcząca jak wszyscy. Ale wystarczyło życzyć jej dobrego dnia, zapytać czy tu mieszka, jak się czuje, gdzie są jej dzieci. Kobieta jakby się przebudziła i nagle chciała odpowiedzieć na wszystkie pytania na raz, byleby zdążyć to wszystko z siebie wyrzucić. Męża zabrała wojna. Dwóch synów zabrała wojna. Dom zabrała wojna. Hana została tylko z jednym dzieckiem. Ale nie było w niej rozpaczy, nienawiści, strachu.

I tak stałyśmy na drodze rozmawiając. Słysząc głosy, sąsiedzi Hany wyglądali zza uchylonych drzwi zdziwieni, że ktoś znowu stoi na ulicy i głośno rozmawia tak, jakby znowu było 6 lat temu.

Na pożegnanie podałam Hanie rękę, ale syryjska życzliwość nie rozumie tego sztywnego gestu. Syryjczycy obejmują, ściskają, całują, błogosławią. Jej błogosławieństwa nie miały końca. Syria jest cmentarzem, ale Hana życzyła mi, żebym wróciła szczęśliwie do domu i żyła spokojnie. Bóg będzie czuwał nam moim mężem, dziećmi, nad moim domem, bo już od Syryjczyków wziął to, co musiał tak, żeby inni mogli spać spokojnie. Chociaż nad jej ojczyzną zawisło milczenie, to nad moim dalekim państwem będzie świeciło słońce. Jej synowie są u Boga, ale moje dzieci będą długo żyły. Życzyła spokoju mojemu krajowi nie wiedząc, że Polacy nie przyjęliby jej z równą serdecznością.

Jeśli chcemy coś zrobić dla mieszkańców Aleppo, to myślmy i mówmy o nich jak o prawdziwych, żywych osobach. Wsparcie finansowe na pewno im pomoże, bo dla wielu będzie to ratunek od nędzy i zimna, ale warto zrobić coś jeszcze poza wyciągnięciem portfela z kieszeni. Nie zakładajmy wszystkim masek terrorystów. Już i tak na każdym kroku odziera się ich z prawdy i godności. Pozwólmy im pozostać ludźmi.

Reklamy

18 thoughts on “Aleppo: historia jednego zdjęcia

  1. Piękny wzruszający tekst. Serce mi się kroi bo znam parę osób z Aleppo. Chodzę z nimi do szkoły językowej. Są tacy jak opisujesz radośni i życzliwi mimo wszystko. To jest niesamowite.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Hej, hej! Parę moich ukochanych słów od Glorii Steinem dla Ciebie 🙂 : „Taking to the road – by wihich I mean letting the road take you – changed who I thought I was. The road is messy in the way that real life is messy. It leads us out of denial and into reality, out of theory and into practice, out of caution and into action, out of statistics – and into stories – in short, out of our heads and into our hearts.” Dzięki wielkie za Twoją podróż i opowieść. Wspaniały szlak przez serca wspaniałych ludzi. Ściskam mocno!

    Polubione przez 1 osoba

  3. Dziewczyno kochana! Dzieki za normalny tekst o normalnych ludziach z Aleppo. Ludzie w Aleppo zawsze byli serdeczni i otwarci, a przybyszy witali jak gosci. Mimo tego, co przezyli, pozostali tacy sami, serdeczni. Zazdroszcze Ci, ze tam teraz bylas. Chcialabym tam byc, mam tam jeszcze znajomych, kolezanki, rodzine. Jestem mieszkanka Aleppo, tam jest moj dom, jeszcze jest. Tesknie i czekam, kiedy bedziemy mogli wrocic.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki serdeczne! Ludzie w Aleppo są najlepsi, wojna nie dała im rady – pozostali tacy sami. Mam nadzieję, że to szaleństwo skończy się jak najszybciej, Aleppo wróci do normalnego życia, a Ty do domu. Ściskam serdecznie!

      Polubienie

  4. Hej, jak tam trafiłaś? W ramach jakiejś akcji humanitarnej czy jako, hmmm, podróżnik? Znasz język? Możesz opowiedzieć coś więcej, bo coraz częściej myślę o pojechaniu w tamte tereny?

    Polubienie

    1. Hej! Trafiłam do Syrii częściowo jako partner akcji humanitarnej, a częściowo w ramach projektu dziennikarskiego. Ale dziennikarze nie są w Syrii mile widziani przez władze, także tą częścią mojego zadania raczej się nie chwaliłam będąc na miejscu. Znam arabski, syryjski też przychodzi mi łatwo. Jednak wyjazd do Syrii zdecydowanie odradzam, jeśli nie ma się wsparcia bardzo dobrze działającego NGOsu i języka. To jest cały czas bardzo, bardzo niebezpieczne miejsce. Na tereny kontrolowane przez rebeliantów można dostać się tylko nielegalnie, a miejsca, gdzie rządzi Asad są trudno dostępne, ponieważ nie ma juz możliwości otrzymania wizy na granicy, nawet w Libanie. Prawdopodobnie byliśmy jednymi z ostatnich osób, które w tym czasie trafiły do Aleppo, obecnie na trasie Aleppo-Damaszek trwają walki, droga jest regularnie atakowana tak, że nawet miejscowi nie ryzykują podróży. Ja miałam ZDECYDOWANIE więcej szczęścia niż rozumu wybierając się tam. Bez znajomych na miejscu i ich troskliwej opieki serio nie ma co jechać. Także jeśli miałabym coś doradzić to na razie wstrzymanie się z odwiedzinami w Syrii 😦

      Polubienie

  5. Jak mało, a jak wiele!
    Jedno „dzień dobry”, a ile życzliwości w zamian…
    Jeden wpis, a ile emocji… Shukran!

    (Wielkie rzeczy robicie i wspaniale, że potraficie dzielić się nimi z innymi!)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s