Let's Talk Islam · W świat!

Egipcjanie wracają na Plac Tahrir? #ProjektEgipt

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Graffiti z okresu pierwszej rewolucji przeciwko Mubarakowi na murze Uniwersytetu Amerykańskiego w Kairze, nieopodal Placu Tahrir. Fot. Islamista.
Wyjeżdżając do Egiptu poza wyczekiwaną wyprawą cieszyliśmy się także z tego, że w Polsce ominą nas dwie rzeczy: wystawanie w korkach w drodze na cmentarze i zamarzanie przy grobach oraz coroczne spory przy okazji Marszu Niepodległości. A tu, o ironio, nie tylko ciągle odwiedzamy cmentarze (muzułmańskie mauzolea, faraońskie grobowce, Miasto Umarłych…), ale także dokładnie na 11 listopada zaplanowano w Kairze wielkie demonstracje. O co poszło tym razem? Czy w Egipcie będzie trzecia rewolucja?

Cały ten cukier

Trzeba było wypytać kilka osób, zarówno Egipcjan, jak i mieszkających tu dłużej przybyszów, aby ze strzępków informacji i opinii ekspertów-od-wszystkiego złożyć jakąś spójną wersję tego, co tu się w ostatnich tygodniach wyprawia. Najgorsze jednak były urastające wokół tematu kryzysu teorie spiskowe. Arabowie uwielbiają teorie spiskowe! „Wina Izraela!”czy też „wina Ameryki!” to teksty tak popularne w Egipcie jak u nas „wina Tuska!”. Ale od początku.

Zaczęło się od cukru. Jak już kiedyś wspominałam, cukier jest potrzebny Egipcjaninowi bardziej niż woda. Albo tak bardzo jak Polakowi schabowy i kapusta. Cukru używa się tu tak obficie, że jak w restauracji zabraknie cukru, to nagle wstyd gościom herbatę podać i kelner zawstydzony woli powiedzieć, że to herbaty, a nie cukru, zabrakło. Ale brak cukru jest tylko objawem choroby, nie jej źródłem.

Brakuje także wielu innych produktów. Puste półki można spotkać w aptekach, poszły w górę ceny energii elektrycznej, benzyny czy wody. Ale najdotkliwsze dla typowego Ahmada jest to, że podrożała żywność. Powód tego jest prosty. Egipt nie produkuje wystarczającej ilości podstawowych towarów żywnościowych, w związku z tym wszystkie niezbędne produkty trzeba sprowadzać z tak zwanej zagranycy. A żeby kupić żywność zagranicą potrzebne są dolary. I tu jest pies pogrzebany, bo dolary się skończyły.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zmartwiony bywalec meczetu w porze modlitwy południowej. Fot. Islamista.

Gdzie się podziały egipskie dolary?

Co się stało z egipskimi rezerwami dolarowymi? Po pierwszej rewolucji, która obaliła Husniego Mubaraka na przełomie 2011 i 2012 roku wartość handlu międzynarodowego w Egipcie dramatycznie spadła. Zamarł także ruch turystyczny, który łatał dziury w egipskiej rezerwie obcej waluty. Dodatkowo w ciągu ostatnich lat rząd wykorzystał już i tak topniejącą rezerwę trzymaną na czarną godzinę. Dlatego dziś dolarów już nie ma. Może to uproszczony schemat, ale całą sytuację można przedstawić w prostym ciągu przyczynowo skutkowym: nie ma stabilności polityczniej, więc nie ma eksportu i nie ma turystów, ergo: nie ma dolarów. Nie ma dolarów – nie ma importowanej żywności oraz wzrastają ceny towarów produkcji krajowej.

Przez ostatnie lata sytuację udawało się jakoś tuszować – żywność dotowano z kasy państwowej, a ceny nie rosły, bo wzburzonych Egipcjan, którzy obalili dwa porządki w ciągu czterech lat, lepiej było nie denerwować. Zresztą sprawę tuszuje się do dziś. Kiedy w Kairze zobaczycie duże zbiegowisko ludzi, może to oznaczać trzy rzeczy: ktoś coś rozdaje za darmo (np. prowadzone są bezpłatne badania poziomu cukru we krwi – a nuż uda się kogoś odwieść od spożywania cukru!), rodziny „zaginionych” oczekują jakichkolwiek wieści czy wyjaśnień pod komendą policji, lub też w budce z dotowaną żywnością na rogu dowieźli darmowe produkty. Państwo wciąż dopłaca Egipcjaninowi do chleba.

Drugi problem, który pojawił się w tym kontekście to czarny rynek dolarowy. Po naszym przyjeździe do Egiptu poradzono nam, aby dolarów nie wymieniać w kantorach, bankach czy na lotnisku, bo wszędzie tam dostaniemy ustaloną, zaniżoną cenę rządową – 8 funtów egipskich za dolara. Tymczasem na czarno dolar kosztował aż 14 funtów! Przed dwoma dniami rząd uwolnił kurs dolara, żeby nakłonić obywateli do legalnej wymiany waluty i podreperowania dziurawej rezerwy dolarowej (radio trąbiło o tym na okrągło: „Ratuj swój kraj! Pomyśl o przyszłości swoich dzieci! Wymieniaj dolary legalnie!”). Ale to spowodowało jeszcze większy spadek ceny funta egipskiego i kolejny wzrost cen. Dziś dolara – oficjalnie – wymieniałam już za 17,15 funtów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Obwoźny sprzedawca pomidorów. Aleksandria. Fot. Islamista.

Będzie trzecia rewolucja?

Jakie kryzys będzie miał skutki dla typowego Ahmada? Typowy Ahmad nie ma zaufania do rzadu, więc dalej będzie wymieniał zarobione na resztkach turystów dolary na czarno. Bo ma na uwadze w pierwszej kolejności to, co włoży do garnka dziś wieczorem, a nie co będzie jutro czy za tydzień. Ale to, że wymienia pieniądze na czarno, nie przeszkodzi mu wściekać się na to, że nie ma dotowanej mąki i cukru, a benzyna drożeje. Dlatego 11 listopada znowu wyjdzie na plac Tahrir i będzie się domagał obniżek cen oraz ustąpienia tych, którzy są odpowiedzialni za ten cały bałagan.

Jednak na całej sprawie najbardziej ucierpi ubogi sąsiad Ahmada, który codziennie zgłasza się po darmowy plackowaty chleb, rozdawany przez państwo w budkach na rogach ulic. W krytycznej sytuacji to najubożsi i niewykształceni będą tą wściekłą, nieopanowaną masą, która pójdzie na pierwszy ogień, bo nimi kieruje się najłatwiej.

Czy zaplanowane protesty będą jednak aż tak rozległe i brzemienne w skutkach? Miejscowi są zdania, że nie – ludzie rozejdą się do domów po kilku godzinach, ale lepiej, żebym tego dnia nie szwendała się po centrum. Najlepiej zostać wtedy w chrześcijańskiej dzielnicy, tam na pewno będzie spokojnie.

 Tymczasem pozdrawiam z Luksoru,

Islamista.

PS. Jest śnieg w Kraku?

PB080808.jpg
Świątynia Hatszepsut, Luksor. Fot. Karol.

 

 

Reklamy

2 thoughts on “Egipcjanie wracają na Plac Tahrir? #ProjektEgipt

    1. Miejscowi trochę scykali jak zobaczyli masę policji, wojska i helikopter nad Kairem. Ale też trochę zmiękli jak się okazało, że dostaną grubą pożyczkę z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. No i dla nich nowy prezydent USA jest jakąś nadzieją. Także jednak zrobili sobie wolne od protestowania 😉 Podobno tylko na wsiach pod Kairem ktoś próbował demonstrować, w stolicy to był kolejny zwykły, wolny piątek 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s