Sztuka · W świat!

Muzyka na złe duchy #ProjektEgipt

14595688_674872602694334_4456476413836546303_n
Mazaher Ensemble, fot. https://www.facebook.com/events/539989979519886/
Zaczęło się całkiem niewinnie: jedna fujarka, jeden niepozorny bębenek i rzewna piosenka o tym jak to czas leczy rany złamanego serca. Ale pierwszy kawałek jeszcze dobrze się nie skończył, gdy zaczęło się szaleństwo: wielkie kobiety, wielkie bębny i zār – muzyka wypędzająca złe duchy.

Zār może oznaczać trzy rzeczy. Po pierwsze to charakterystyczna dla rejonu Rogu Afryki i przeniesiona także na grunt arabski nazwa demona, złego ducha, który opanowuje głównie kobiety, powodując uczucie dyskomfortu i sprowadzając choroby. Po drugie, jest to nazwa rytuału, który służy pozbywaniu się złych duchów i uwalniania opanowanych przez nie kobiet.

Z czasem rytuał zāru przeniósł się z zachodnioafrykańskich wiosek do wielkich miast świata islamu (stał się szczególnie popularny w Kairze), gdzie utrwalił się jako rodzaj kobiecej rozrywki czy koncertu. Jednak nie był to tylko pokaz gry i śpiewu – podczas zāru kobiety wprowadzały się w trans wsłuchując się w ogłuszający dźwięk bębnów i uczestniczyły w ekstatycznych tańcach. Spotkaniom organizowanym głównie w domach lub klubach towarzyszył drobny poczęstunek i napoje.

W końcu jest i trzecie, najbardziej aktualne znaczenie słowa zār. Zār przetrwał w Kairze do dzisiaj jako gatunek muzyczny i jako koncert z tańcem i tradycyjnymi instrumentami. Mieliśmy okazję być na takim zārze tu w Kairze, gdzie prawie jak na dawnych, babskich zārach grała nam wspaniała sudańsko-egipska kapela Mazaher Ensemble (średnia wieku muzyków 70+). Przed koncertem mieliśmy także szczęście zamienić kilka słów z jedną z wokalistek zespołu i doskonałą bębniarką, panią Fatmą, w kręgach muzycznych znaną jako Om Hasan, która akurat następnego ranka wylatywała na koncert zāru… do Wrocławia 🙂

14725658_1150452338373543_4710300736053855243_n
Koncert zaru w wykonaniu Mazaher Ensemle w Egipskim Centrum Kultury i Sztuki Makan w Kairze. Pani Fatma naparza na bębnie z tyłu. fot. https://www.facebook.com/events/1129272500488870/?active_tab=about

Była już Pani wcześniej na koncercie w Polsce?

Om Hasan: Tak, odwiedziłam Polskę dwa lata temu. Wrocław jest dużym miastem, a Polska bardzo ładnym krajem. Polacy są bardzo pomocni, zaczepieni na ulicy zawsze pomagali trafić w różne miejsca, np. do teatru.

Jak długo gra Pani zār?

Om Hasan: Od zawsze! Zaczęłam, kiedy miałam 10 lat. Moi dziadkowie nauczyli mnie grać zār. Jeden z moich dziadków pochodził z Sudanu, drugi z Arabii Saudyjskiej. Cała moja rodzina gra tę muzykę.

Co znaczy dla Pani ta muzyka?

Om Hasan: Cała moja rodzina grała zār, wychowałam się na tej muzyce. Grała ją moja matka, mój ojciec, trzy siostry. Kocham zār. Jest on elementem dawnej kultury, która dziś już zanika. Dziś nie da się znaleźć kobiet, które kontynuują tę tradycję. Boję się, że wkrótce nikt nie będzie uczył się jak grać zār i ta tradycja przepadnie. Dwaj moi synowie, Hasan i Mustafa, jeszcze grają. Jak pójdziecie na Tannurę (pokaz tradycyjnego tańca) spotkacie Hasana, on śpiewa. Ale córki już nie. Moje córki umieją grać i wiedzą wszystko o zārze, ale nie grają, nie śpiewają. Mają mężów, dzieci. My jesteśmy ostatnim pokoleniem, które gra tę muzykę.

Piękno zāru leży we wspaniałych, potężnych głosach płynących z otwartych gardeł śpiewaków i niezwykłych instrumentach, których używa się do wykonywania tej muzyki. Oprócz całej gamy instrumentów perkusyjnych (różnej wielkości bębnów afrykańskich i arabskich, tamburynów, grzechotek, przeszkadzajek) gra się także na tanburach, sześciostrunowych lirach, obwieszonych koralikami i ozdobionych kawałkami tkanin. Absolutnym hitem koncertu był mangour (lub manjur) – przezabawny instrument składający się ze skórzanego pasa zakładanego na biodra, do którego przyszyto ogromną ilość kozich kopyt (!). Ta sporych rozmiarów grzechota wydaje pożądany dźwięk wtedy, gdy podczas tańca porusza się biodrami (żeby dźwięk był dobrze słyszalny, trzeba się nieźle namachać tyłkiem).

wp_20161102_015
„Scena” gotowa do występu, pani Fatma za moimi plecami kończy odmawiać al-Fatihę przed występem. Na scenie widzicie tanbur – 6-strunną lirę i bębny wszelkiej maści używane podczas koncertu. Fot. Islamista

Zār to nie tylko wspaniała muzyka. Jako całość, jako performance, jako element umierającej kultury – to magiczne doświadczenie. Raz rzewny, raz bardzo dynamiczny charakter tej muzyki sprawia, że rzeczywiście jest się w transie i zupełnie urzeczonym głosami, tańcem, klimatem. Dajcie się wciągnąć.

Om Hasan i Mazaher Ensemble spotkaliśmy w Kairze, ale na serio dopiero co wylecieli na koncert do Polski. Możecie ich dorwać we Wrocławiu jeszcze w tym tygodniu. Serdecznie polecam – nie usiedzicie spokojnie przy tych dźwiękach!

wp_20161102_018
Publiczność gotowa do wejścia w świat zaru w Egipskim Centrum Kultury i Sztuki Makan. Fot. Islamista.
Reklamy

One thought on “Muzyka na złe duchy #ProjektEgipt

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s