Zdaniem Islamisty

Wyznania Islamisty, czyli co dał mi język arabski?

bez-nazwy
Pierwszoklasistka z Bangkoku. Fot. Pichaya V. (Zolashine) via Foter.com / CC BY-NC-ND
Zrobiło się zimno i mokro, a w Starbucksie znowu zakrólowało Pumpkin Spice Latte. To niezawodny znak, że mamy wrzesień. Matki w całej Polsce już wygnały swoje znudzone a rozpieszczone pociechy z domowego zacisza, aby wreszcie zrobiło się w nim zacisznie oraz by dziatki nauczyły się w życiu czegoś więcej niż tylko łapania pokemonów i zabijania zombie jednym kliknięciem. Do tego, z racji jesiennych zmian lokalizacji, robiliśmy z Karolem porządki w księgozbiorze. I kiedy spojrzałam na wymamlany, rozpadający się zielony notatnik z napisem „Praktyczna nauka języka arabskiego, rok I”, tak mi się zebrało na wrześniowe sentymenty. Studia filologiczne geniusza nie czynią, ale moim skromnym zdaniem są rzeczy, których j. arabski uczy jak żaden inny. Chcecie o nich posłuchać?

Precyzja

Jak mawiał Achmed Martwy Terrorysta: „Location, location, location!”. A ja Wam powiadam: precision, precision, precision! Litery arabskiego alfabetu na pierwszy rzut oka są podobne do wszystkiego: robaczków, ślimaczków, pętelek… A jak wiadomo, jak coś jest podobne do wszystkiego, to jest podobne do niczego. Jeśli jesteś osobą niesystematyczną, niestaranną, twoje literki szybko zaczną zlewać się w jedno. Staną się koszmarem dla niewprawnego oka i niewyćwiczonej ręki. Dlatego nie tylko ważna jest precyzja, ale także systematyczność.

Na dodatek gramatyka języka arabskiego jest matematycznie precyzyjna. W niej na wszystko znajdzie się sposób, na wszystko jest reguła. Często podczas studiów czy nauki w szkole językowej słyszy się, że w języku arabskim jest tylko jeden nieregularny czasownik. Godziny spędzone na wkuwaniu odmian sprawiły, że wykształciłam w tym temacie swoją własną teorię, ale niech będzie. Zatem i w gramatyce nie ucieknie się od precyzji, logiki, wszechobecnych wzorów.

I jeszcze jedna myśl w tym temacie. Przy okazji nauki arabskiego przekonałam się, że kaligrafia nie jest ani karą Allaha za grzechy ani średniowiecznym narzędziem tortur, ale piękną i niestety zanikającą sztuką. W dodatku nieprecyzyjne kaligrafowanie arabskich liter szybko się mści. Brzydkie i niestaranne arabskie pismo może stać się niezasłużoną karą dla kolegów proszących o notatki, wykładowców, a w przyszłości także dla samego studenta i jego przyszłych współpracowników.

1030423623_f9cdc5c8d4_b
Pismo arabskie na filarze meczetu w Kordobie. Fot. Andrea Kirkby via Foter.com / CC BY-NC

Cierpliwość

Arabowie są ludem uroczym, ale w gorącej wodzie kąpanym, nierzadko wybuchowym, jednocześnie o usposobieniu głęboko melancholijnym. A gdy przychodzi pora egzaminu z języka, wszystkie te gorące emocje nagle znikają, a twarze arabskich lektorów tężeją – stają się jak nieruchome rzeźby z brązu lub zastygłe oblicza wytrawnych pokerzystów. I tak samo jak do Arabów, do ich języka również trzeba mieć odpowiednie pokłady cierpliwości. Zwłaszcza przy naszym zimnym, polskim charakterze.

Nie od razu Rzym zbudowano. I Damaszek też nie od razu. Oswojenie się z pięknym a zdradliwym językiem arabskim jest sprawą wymagającą arcycierpliwości. Gdy się słucha języka arabskiego, jest on jak rzewna melodia wyśpiewywana nocą przez Beduinów przy ognisku na środku siwej pustyni. Ale gdy tę melodię, te dźwięki języka, próbuje się wytrwale ćwiczyć, powtarzać, samodzielnie naśladować, po pierwszych dwóch tygodniach nauki wraca się do domu ze zwolnieniem lekarskim i antybiotykiem na zapalenie krtani. Dlatego trzeba być cierpliwym i możliwie nie nadgorliwym. Wie, co mówi pisząca te słowa, gdyż zapalenie krtani pewnego października na pierwszym roku było i jej udziałem.

A zatem nie tylko pismo arabskie wymaga cierpliwości. Domagają się jej także dźwięki arabskiej mowy, często tak różne od naszych. Mimo zapaleń różnych części górnych dróg oddechowych, wszystkim młodym adeptom serdecznie polecam ćwiczenie arabskich dźwięków przed lustrem i w miejscach publicznych. Na przykład w tramwajach w godzinach szczytu, z szeroko otwartymi notatkami. A niech inni pasażerowie też mają w życiu jakieś przygody!

Mnie tylko dwa razy w karierze zdarzyło się, że zerkając mi przez ramię do zeszytu czy książki i słysząc ciche, charczące mamrotanie powtarzanych słówek, współpasażer zdecydował się zmienić miejsce na bezpieczniejsze lub zapytać: „Cóż to na miłość boską jest?!”. Polecam. Wrażenia gwarantowane.

14114085148_c7ee08b2bd_c
Fot. rignamw via Foter.com / CC BY

Inne języki stają się proste (?)

Jeśli myślisz, że języki europejskie są trudne, bo mają tyle dialektów, lokalnych odmian, akcentów, to jesteś w błędzie wielkości Arabii Saudyjskiej. Arabski ma milion dialektów. Każdy kraj arabski ma swój dialekt. Każde większe miasto w kraju arabskim ma swój dialekt. Każdy z tych dialektów ma milion odmian. Tak, przesadzam. Chociaż… może nie?

Chcesz się nauczyć któregoś z tych dialektów? Jechać slangiem jak urodzony Marokańczyk czy Irakijczyk? Pomieszkaj chwilę w wybranym miejscu na Bliskim Wschodzie, nie ma innej rady. Albo zaprzyjaźnij się z kimś z tego regionu. Bo żaden podręcznik cię tego nie nauczy.

„Arabski” to nie nazwa języka, ale styl życia. To napis na etykietce religijno-politycznej puszki Pandory, którą decydujesz się otworzyć rozpoczynając naukę tego języka. Bo jak każdy język i ten bez kultury nie funkcjonuje, ale pięknie ją odbija. Słowo „arabski” to też synonim sformułowania „wielka, szalona przygoda”.

Dystans do siebie

Niejednokrotnie gdy odzywam się do ludzi po arabsku, odskakują jak przestraszone koty na youtubie, omiatają mnie wzrokiem z góry do dołu, szepczą formułki odpędzające szatana albo wybuchają śmiechem.

17236741316_f9554bbb48_c
Typowa reakcja na mój arabski 🙂 fot. Bengin Ahmad via Foter.com / CC BY-ND.

Najlepsze w rankingu reakcji, z jakimi się spotkałam, są między innymi: „Mówisz jak automat. Albo jak pani w telewizorze, taka z Al Jazeery!”. A także: „Spotkałem kiedyś terrorystę z ISIS. Mówił po arabsku tak jak ty. Od razu poznałem, że to obcy, a nie ktoś stąd!”. No i klasyk: „Sorry, I don’t speak English”.

Ta. No, życie. Co wtedy robić? Dwa głębokie wdechy i jedziemy dalej.

Historia o tym, jak w ogóle doszło do tego, że zaczęłam się uczyć arabskiego, to opowieść na inną okazję. Ale jest to na pewno najczęściej recytowana przeze mnie historyjka, bo wszystkich to niesamowicie ciekawi. Bo po co turbo biała, ruda okularnica z jakiegoś zimnego kraju pomiędzy Rosją i Niemcami uczy się arabskiego?

Kiedy pada to pytanie z ust dopiero co poznanego Araba (a zawsze pada), następuje moja chwila triumfu. A ha! Mam cię mój drogi arabskojęzyczny rozmówco! Dałeś się złapać na moją przynętę! Ty i ten twój język jesteście dla mnie wielką zagadką od lat – czasem zagadką, czasem przygodą, czasem bólem głowy, a czasem, no właśnie, haczykiem na ciekawych ludzi. Teraz pozwól, że biała, ruda okularnica z Polski będzie zagadką dla Ciebie.

Miłośnikom zagadek, logicznych labiryntów i dzikich przygód serdecznie polecam naukę języka arabskiego.

Trzymajcie się zdrowo, bo zimno.

Islamista

Reklamy

8 thoughts on “Wyznania Islamisty, czyli co dał mi język arabski?

  1. To świetnie, bardzo się cieszę 🙂 Niestety ale do Krakowa mam spory kawałek drogi, chociaż może uda się jeszcze spotkać w niedalekiej przyszłości 😉 Będę wdzięczna za każdą formę pomocy, szczególnie związaną z gramatyką, z którą cały czas walczę 🙂 Pozdrawiam i zostawiam mail’a dla kontaktu: a.ayewska@gmail.com شكرا جزيلا

    Polubione przez 1 osoba

      1. W zeszłym roku się hiszpańskiego zaczęłam uczyć, także jeszcze trochę muszę poczekać z następnym językiem. Na razie mi się języki obce mieszają 😀
        Ale będę pamiętam, jak już się z tym ogarnę bardziej.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s