W świat!

Wyruszasz? Pamiętaj! 5 porad dla wyjeżdżających do krajów muzułmańskich

stars-and-suitcases
Fot. Photo credit: orion_Katerina via Foter.com / CC BY-NC-ND
Nareszcie! Zapowiada się fantastycznie, wszystko przygotowane, pogoda przynajmniej pewna. Wielkie nieznane już trochę oswojone dzięki opowieściom znajomych, relacjom podróżników i podpowiedziom Lonely Planet. Być może to Twoja pierwsza wyprawa na Wschód, a może nie pierwsza – nieważne. Zawsze warto przypomnieć sobie o kilku drobiazgach, które może życia nie uratują, ale nieco pomogą poruszać się w innym, fascynującym świecie, którym kraje arabskie i muzułmańskie są bez wątpienia. Oto moje wskazówki, które działają jak zaklęcie podczas każdej podróży w muzułmańskie rejony.

1. Drogie Panie, pozwólcie, że zacznę od Was. Bez względu na to, jakie macie zapatrywania w kwestii zakrywania swojego czy cudzego ciała, warto się zaprzyjaźnić z chustą albo szalikiem. Ja podczas każdej swojej podróży na Bliski Wschód zabieram zapas lekkich szali i to bynajmniej nie dlatego, że jestem wielkim fanem fantazyjnie upinanych turbanów (a jestem ogromnym fanem! Mimo, że sama sobie chustę umiem założyć tylko metodą „na Bukę”, ewentualnie „na ruską babę”).

I nie chodzi o to, że będą za Wami gwizdać czy wytykać palcami, jeśli będziecie dumnie prezentować swoje włosy czy ramiona, bo najpewniej Was to nie spotka. Ale może się zdarzyć, że zechcecie wejść do pięknego, przypadkiem napotkanego meczetu (bez zakrytej głowy nie wejdziecie za Ludowe Chiny), albo odwiedzić małą, zapadłą miejscowość na krańcu pustyni, gdzie powiewające na wietrze, długie blond włosy przyciągają zbyt wiele ciekawskich spojrzeń. Ponadto, w razie niepewnej sytuacji, chusta pozwoli Wam jasno nakreślić granicę prywatności, a w oczach miejscowych będzie oznaką Waszego szacunku dla obcego obyczaju. Polecam przed wyjazdem obejrzeć kilka filmików na youtubie, które poradzą jak szybko a skutecznie zakryć chustą włosy i nie wyglądać przy tym, jakby dopiero co wyszło się spod prysznica. Eksperymentowanie z chustą może okazać się fajne!

Untitled design
Chusta na głowie pozwoli magicznie otworzyć wiele zamkniętych dla turystów drzwi. Fot. Islamista.

2. Druga podpowiedź dotyczy głównie szanownych Panów, ale Panie też na pewno na tym skorzystają. Krótkie spodenki to najczęściej zły pomysł. Wiem, że będzie gorąco i że jako turyści możecie się do woli nie zgadzać na miejscowe konwenanse i wystawiać do słońca rzeźbione jak w białym marmurze mięśnie łydek czy ud. Ale szczerze nie polecam krótkich spodni na włóczęgi po nieznanych zakamarkach Maroka czy Omanu.

Na plaży czy w zaciszu hostelowego pokoju – jasne. Ale z punktu widzenia arabsko-muzułmańskiej mody, mężczyzna w krótkich gaciach na ulicy to pośmiewisko podobne do paradowania w bieliźnie w miejscu publicznym. Wystarczy zwrócić uwagę na to, jak w muzułmańskich krajach ubierają się miejscowi. Jeśli nie mają długich spodni, najczęściej dość szerokich, aby utrzymać cyrkulację powietrza w rejonie poniżej pasa, to wkładają tradycyjne, długie suknie. W krótkich spodenkach chodzą tylko dzieci i to do pewnego wieku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W Omanie nawet toaleta podpowiada, jak powinno się wyglądać. Fot. Islamista.

3. Jedna sprawa w kwestii noclegu. Lubicie się wyspać po całym dniu obfitującym w przygody, aby odpocząć przed następną porcją wrażeń? Piąta rano nie jest Waszą tradycyjną, ulubioną porą wstawania? Nie nocujcie przy meczetach. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – azan. Azan jest wezwaniem do modlitwym wyśpiewywanym z meczetów pięć razy w ciągu dnia, z czego pierwsze zawołanie odbywa się jeszcze przed wschodem słońca.

Oczywiście, jeśli zarezerwowaliście najlepszy hostel na starym mieście, wokół którego roi się od pięknych, kolorowych meczetów, to bardzo mi przykro, ale raczej nie unikniecie wczesnej pobudki. Wiem, że wieczorne spojrzenie z odkrytego dachu budynku na okoliczny minaret pozwala się poczuć jak w Baśniach Tysiąca i Jednej Nocy, ale jeśli chcecie spokojnie przespać chociaż jedną noc, to przenieście się trochę dalej od meczetu, gdzie nad ranem na pewno będzie ciszej.

4. Odwiedźcie lokalny kościół. Serio. Jeśli tylko jest, a najczęściej jakiś jest, ale dobrze ukryty. Nawet jeśli ostatnio byliście w kościele do pierwszej komunii, a widok księdza sprawia, że łapiecie się nerwowo za portfel, odwiedźcie lokalny kościół. Bez względu na to, w kogo lub co wierzycie, wizyta w lokalnym kościele może być nie tylko fajną przygodą, doświadczeniem otwierającym oczy na miejscowe problemy, ale też wspaniałym źródłem informacji, niesamowitych historii i miejscem spotkań z wyjątkowymi ludźmi. W kościołach w krajach arabskich i muzułmańskich najczęściej pracują osoby, które żyją tam od lat, znają „lokalsów” i ich zwyczaje od podszewki, chętnie dzielą się z przyjezdnymi dachem, chlebem, a czasem i winem (!). Co więcej, sypią jak z rękawa niesamowitymi opowieściami o swoich doświadczeniach życia i pracy.

100_4242
Wieża kościoła w Tangerze. Fot. Islamista.

Od pierwszej mojej podróży do Maroka aż po ostatnią wyprawę do Palestyny zawsze odwiedzam lokalne kościoły. To tam nawiązuję najbardziej zadziwiające znajomości, z których część trwa do dzisiaj. To tam zdarzało mi się tańczyć na parafialnych imprezach, rozmawiać i popijać wino kupione gdzieś w ciemnym rogu ulicy. To tam spotkałam osoby, które kiedyś były obcymi, tak jak ja, a potem w Azji czy w Afryce zgubiły serce i zostały na zawsze. To tam zdarzało mi się słuchać najbardziej wzruszających i najbardziej przerażających opowieści. Dlatego zawsze polecam, nawet z czystej ciekawości, zapytać o miejscowy kościół (choć to czasem trudne, bo „lokalsi” mogą mieszkać od niego parę kroków, a w ogóle nie wiedzieć, że to coś parę domów dalej to świątynia innej religii), zostawić swoje uprzedzenia za progiem i wejść chociaż na parę minut, zapytać, kto tu mieszka i pracuje. Warto!

5. Bądźcie ambasadorami Waszego kraju, Waszego miasta, Waszej wsi. Nie bójcie się miejscowych. Nie każdy, kto Was zaprasza na herbatę w swoim sklepie, chce od razu z Was wydoić ostatnie dolary i obrazić się, jeśli nic od niego nie kupicie. Nauczcie się kilku miejscowych zwrotów – jedno małe „szukran” (dziękuję) może wywołać uśmiech, a czasem serię pytań, które poprowadzą do ciekawej rozmowy. Nie chodzi oczywiście o to, by być naiwnym i dać się prowadzić za rękę w ciemną ulicę – poszukiwaczy takich „łatwych okazji” znajdziecie oczywiście w każdym kraju na świecie. Ale na pewno nie zaboli Was pozytywne podejście i uśmiech na twarzy. Powodzenia!

100_4121 - Kopia
Nie ma jak dobra, lokalna kapela. Fot. Islamista.

Przeżyliście coś niezapomnianego – wielką przygodę lub dobrą nauczkę – w krajach arabskich czy muzułmańskich? Zostawcie swoje opowieści w komentarzach 🙂

Korzystasz z Bloglovin? Dołącz mój blog do swoich ulubionych!

Reklamy

4 thoughts on “Wyruszasz? Pamiętaj! 5 porad dla wyjeżdżających do krajów muzułmańskich

  1. O rety, stokrotne dzięki za tego posta! Punkt czwarty nie przyszedłby mi do głowy – mamy tu mały kosciół w naszym indyjskim miasteczku (a przed nim figurka Maryi przystrojona girlandami kwiatów zupełnie jak hinduscy bogowie – odjazd), ale jeszcze tam nie zajrzałam. Zrobię, jak radzisz i wybiorę się tam w następną niedzielę!!

    Ściskam mocno,
    Ola

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s