Informacje

Druga twarz Dubaju

 

11802340435_cbee1b4150_c
Centrum nowego miasta, dzielnica biznesowa, fot. Utsav V via Foter.com / CC BY-NC
Będąc w Dubaju przez chwilę, bo tylko kilka dni urlopu, bo przesiadka, bo dzień przerwy w dalszej podróży na wschód, nie da się doświadczyć prawdziwego, codziennego życia mieszkających tam osób. Przenosząc się z jednego klimatyzowanego wieżowca do drugiego za pomocą naziemnego tunelu wypełnionego schłodzonym powietrzem, pozostajemy na powierzchni. Nie dotykamy żywej tkanki miasta i nie możemy dojrzeć tego ukrytego elementu, który jak krew płynąca w sinych żyłach tuż pod warstwą skóry napędza cały ten tętniący życiem, miejski organizm. Nie dostrzegamy, że pod grubą warstwą złotego makijażu kryje się druga twarz Dubaju – toczona chorobą, ociekająca błyszczącymi, lepkimi kroplami ropy, zniszczona i przerażona – twarz człowieka w potrzasku.

Dubaj onieśmiela. Zwala z nóg. Tygodniowy pobyt w stolicy emiratu to prawdziwa joga dla twarzy – oczy pozostają szeroko otwarte, brwi uniesione, mięśnie twarzy napięte wyrazem zaskoczenia, szczęka na zmianę opada do momentu oporu stawu i wraca na swoje właściwe miejsce. I tak przez kilka godzin zwiedzania w ciągu dnia. Kto nie zna ociekających złotem 7-gwiazdkowych hoteli z prywatnymi plażami i parkingami wypełnionymi najnowszymi markami samochodów z najwyższej półki? Kto nie oglądał filmików nakręconych przez zagranicznych turystów, którzy po raz pierwszy podróżują szybkim, nadziemnym metrem przez środek finansowego centrum świata?

To była moja wymarzona wyprawa – zima 2015. Zrobiliśmy sobie dwa kilkudniowe przystanki w Dubaju, bo w ten sposób najłatwiej było nam przedostać się do Omanu – miejsca, które chciałam zobaczyć odkąd tylko napisałam swoje pierwsze słowa po arabsku. Przekonana, że wiem o Emiratach dokładnie tyle, ile powinnam była wiedzieć, nie byłam przygotowana na czające się tuż za szklanymi drzwiami lotniska całe chmary miłych niespodzianek i niemałych rozczarowań.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Styczeń w Dubaju – pogoda zawsze jest, plaża jest, jachty są, ale wszystko w rękach wielkich bogaczy. my mogliśmy sobie popatrzeć z daleka. Fot. Islamista.

Przykłady? Jest jedna rzecz, której w Dubaju się nie robi. Pech chciał, że jest to moje ukochane, głęboko krakowskie przyzwyczajenie, jedna, najlepsza, nieodpuszczalna część każdej mojej podróży. Chodzi o chodzenie. Chodzenie na nogach. W Dubaju wyjście pieszo gdziekolwiek jest nie tylko bez sensu, bo chodników nie ma, a gorąco jest. Spacerowanie natychmiast budzi głębokie zaskoczenie miejscowych, zainteresowanie wszechobecnych taksówkarzy i szczerą troskę przejeżdżających kierowców („Czy wszystko w porządku?”, „Coś się stało? Potrzebujecie pomocy?”, „Samochód się Wam zepsuł?”). Podobnie nie polecam przejażdżki rowerem.

W Dubaju można na szybko zdiagnozować wiele chorób. Po dniu pełnym przygód czuje się w zębach wszędobylski piach – Dubaj to metropolia zbudowana na pustyni, na miejscu małej osady, w sercu niczego. Wszędzie-włażący piach połączony z żółtawą chmurą spalin zrodził Piachosmoga – unoszącego się nad miastem orientalnego kuzyna mitycznego potwora, który od lat zżera płuca Krakusom.

12860471795_de95e05383_b
Dubajski Piachosmog, fot. calastrenc via Decorators Guru / CC BY-NC-ND
_C312045.jpg
Piachosmog jest wszędzie. Fot. Islamista.

Ekologiczne myślenie w Dubaju nie umarło śmiercią naturalną, bo naturalne nic w Dubaju nie jest, a ekologicznego myślenia po prostu nie było tam od początku. Emiratczyków, Dubajczyków, dumnych gospodarzy miasta można spotkać na wszystkich lotniskach świata (może poza Radomiem), ale nie w Dubaju. Odkąd za sprawą ropy przesiedli się z wielbłądów na Cadilaki, zamienili arabski na angielski, a w ramach rozrywek tylko czasem wyskoczą do Dubai Mall, żeby sprawić przyjemność żonie i dzieciom.

Największym dramatem miasta jest jednak kwestia całych rzesz pracowników przybyłych do Emiratów z Pakistanu, Filipin, Indonezji, Sri Lanki, którzy w poszukiwaniu lepszego życia lądują w obozach pracy i przez lata mieszkają w warunkach uwłaczających wszelkim standardom i niezbywalnej ludzkiej godności. To jest prawdziwa krew Dubaju, płynący potok ludzki, rzesza mrówek cierpliwie budujących wielkie mrowisko. To tak naprawdę oni sprawiają, że to miasto żyje, rozbudowuje się, że jest centrum usługowym, handlowym, przesiadkowym.

3810796309_5126b9f8bb_o
Fot. Stephan Geyer via Foter.com / CC BY-NC-ND.

Zobaczcie fotoreportaż irańskiego fotografa, który w swoich zdjęciach uchwycił tę drugą twarz Dubaju. Twarz, której turyści nigdy nie powinni byli oglądać i która ma być ukryta dla przyjeżdżających w interesach szejków i biznesmenów.

Podczas mojego pobytu w Dubaju mieliśmy okazję krótko obserwować jak ta krew miasta burzy się i wzburzona wylewa na ulicę – kończył się strajk pracowników-imigrantów przeciwko wykorzystywaniu, niegodziwym warunkom pracy i wynagrodzenia. Sprawę zamieciono pod dywan, podobno nie po raz pierwszy. Nie mieliście okazji tego doświadczyć? Na tych zdjęciach zobaczcie to, czego Dubaj nie chce Wam pokazać.

Link do fotoreportażu: http://dailym.ai/1vlWyeV.

Follow my blog with Bloglovin

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s